4 marca 2014

pomidorówka z gwiazdeczkami



Nigdy nie wiesz dokąd doprowadzi Cię zrealizowane marzenie. Czy przekraczając granicę spełnienia zastaniesz po drugiej stronie to, czego oczekiwałaś. 
Jedno z moich marzeń właśnie się spełnia. Jestem nim całkowicie pochłonięta. Dziś o godzinie 2 po południu przypomniało mi się, że nie jadłam śniadania. Dziś też moja córka zapytała mnie, "ile dni" jeszcze będę taka zajęta bo ona czeka, że w kota pogramy sto razy a nie jeden raz i to szybko. I dziś też rozpłakałam się słysząc te słowa. Po raz kolejny. I po raz kolejny zadałam sobie pytanie, czy właśnie tego chciałam?

Czy chciałam chodzić spać o 1 w nocy. Siedzieć przy komputerze 12 godzin dziennie. Gotować co trzeci dzień byle co, oby szybko. Na tańcach w szkole patrzeć na zegarek. I grać w tego kota tylko raz dziennie. I mieć przerwę w pisaniu dziesięciodniową. 
Nie napisałam nic od dziesięciu dni. Nie chodzi mi o blog. Chodzi mi o codzienne kartki, karteczki, cytaty, komentarze pod wpisami znajomych blogerek, o maile do przyjaciół, o popisanie sobie moje codzienne, które uwielbiam. 
Nie tylko dzieci nie mają mnie ostatnio ale ja sama siebie nie mam. 
Nie. Nie tego chciałam. Mogę tak żyć jeszcze chwilę a potem potrzebuję sznurowania małych bucików z należyta uwagą i wiązania pod szyją szalika układając go w równy supeł. I potrzebuję pisać. I potrzebuję z moją przyjaciółką rozmawiać nie tylko o nowym producencie. 
A z drugą przyjaciółką w końcu porozmawiać o tym, jak żyje się jej w Katarze, do którego przeprowadziła się miesiąc temu. Dziś ta przyjaciółka ma urodziny, a ja musiałam ustawić sobie w telefonie przypomnienie, żeby pamiętać by do niej zadzwonić. I jak o tym pomyślę.... aż mi serce pęka. 
I myślę o tym spełniającym się marzeniu...
I wyciągam wnioski. 

Żeby marzenia miały sens, trzeba przemyśleć spełnienie. Trzeba mieć na nie plan. 
Bo nie jest prosto nawet z marzeniami. 

Teraz intensywnie myślę jak rozwiązać to co na mnie spada. Jak wrócić do tego życia jakie uwielbiam mieć. Tego, w którym na stole były ciągle kwiaty, a na tablicy w salonie wypisany świeży cytat. I gdy każdy dzień lutego był dniem lutego a nie samolotem, który przefruwa mi nad głową. 
I żebym posty mogła pisać za dnia a nie w środku nocy. I bym czas miała na robienie zdjęć najprostszym szczegółom. 
Bo tylko wtedy będę szczęśliwa ze spełniającym się marzeniem. Tylko wtedy, gdy marzenie nie przysłoni tak mocno codzienności. 
Bo jednak ja to żadna bizneswoman. Ja to przede wszystkim pomidorowa z gwiazdeczkami i kasza manna z sokiem a nie z cukrem bo soku nie było kiedy kupić. 
A mój największy życiowy sukces, to mój dom. I ta kasza. I gra w kota 100 razy jednego dnia. 

I dopiero jak to wszystko mam, mogę mieć coś więcej. 

A jeszcze niedawno myślałam, że gotując te pomidorówki, nic nie znaczę. I że codzienność to nie sukces.
Ale zrozumiałam, że ja jednak jestem z tych, dla których to jest największy sukces. 
I dopiero potem wszystko inne może się nim stać. 





iwona wisniewska

85 komentarzy:

  1. ja wiem Iwonka, ze sie spelnisz tez zawodowo, i ze potem wszysko wroci do normy u Ciebie! Wiem, bo Cie znam i wiem, ze nie moglabys bez tego kot (a propos jak sie w to gra??), bez twoich slynnych karteczek, podkreslen w ksiazkach, nowych swieczuszek itd. Ale wazne aby sprobowac tez czegos innego, i Ty to robisz i ja sie bardzo z tego ciesze i Ci kibicuje. a potem? a potem usiadziemy razem z kieliszkiem szampana w twoim gazebo, albo u mnie na pustyni w namioce beduinskim i prezgadamy niejedna godzine....

    OdpowiedzUsuń
  2. Jesteś mała (że niska ) a jednak WIELKA. Ja Ciebie uwielbiam.
    I przytulam ciepło.
    Cedra.

    OdpowiedzUsuń
  3. też ciekawa jestem co to za gra w kota. Powodzenia w spełnianiu marzenia. Niech wszystko się ułoży tak jak tego chcesz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzę, że kotem narobiłam zamieszania ;) Kot to nic innego jak nasz Piotruś!! Tylko zamiast Piotrusia na naszych kartach jest szary KOT :)

      Usuń
  4. Jak jak czekałam na taki post!!! Jeju :) W ogóle czekałam tak bardzo, że kilkakrotnie w ciągu dnia zaglądałam tu do Ciebie czy aby przypadkiem nie napisałaś kilku słów albo chociażby zdjęcie jakieś wrzuciłaś... bo te 10 dni ciągnęły się w nieskończoność... Ale teraz wiem już wszystko :) I powiem Ci, że ja jestem aktualnie na etapie tych codziennych pomidorówek i smutnych przemyśleń dotyczących zwykłości i nic nie znaczenia... I każdego dnia powtarzam sobie uparcie, że to nic... że to w mojej głowie najpierw musi się przestawić... bym wiedziała co jest dla mnie w życiu najważniejsze. I że wszystkiego trzeba doświadczyć by wiedzieć, co tak naprawdę uszczęśliwia!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda Karolina. I wiesz trochę to tak jest, że tam jest najfajniej gdzie nas nie ma. Bo mając tylko i wyłącznie tą codzienność, chce się trochę więcej.. a mając więcej ma się wrażenie że może to już za dużo... nie ma to jak złoty środek! :)

      Usuń
  5. A ja marzyłam zawsze o takim życiu, jakie Ty masz teraz...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzisz.. bo to jest tak, że najczęściej trawa sąsiada wydaje się bardziej zielona... i wszędzie dobrze gdzie nas nie ma.. ale to nie prawda! i trzeba szukać w swoim życiu małych, drobnych choćby przyjemności... a nóż widelec okaże się, że mamy cudo życie :)

      Usuń
  6. Nie wiem już co napisać... bo się zamyśliłam okropnie. Nad pomidorową, codziennością, laurką dla taty i marzeniami.
    Dziękuję

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja niedawno miałam okres spełniania i chyba popełniłam błąd, bo gdy nawet nastąpiło to spełnienie, gdy korki szampana strzelać miały ja poczułam...no właśnie, nawet nie pamiętam. Bo u mnie prysnęła bańka mydlana i tamto spełnienie trochę przestało mieć dla mnie wartość. Bo po drodze chyba za dużo poświęciłam, za dużo też siebie i choć cel, który uzyskać chciałam osiągnęłam, pozostały mi potem pytania czy warto było, czy w ten sposób, bo realizacja spełnienia chyba złą drogę obrała. Na szczęście nie było to moim największym życiowym marzeniem, więc wyciągam teraz z tego życiową lekcję i mam nadzieję, że kolejne marzenia spełniać będę by nie zatracić siebie, codzienności, tego co mam i tak jak wspomniałaś potem to więcej, bo wtedy to ma sens, wtedy to jest to szczęśliwe spełnienie. Choć czasem podobno trzeba zrobić krok w tył, by zrobić dwa do przodu. I życzę Ci, aby Twoje marzenia spełniały się nie ujmując przy tym nic sukcesom dnia codziennego. A i pięknie wyglądasz, choć niewiele Cię widać :P To chyba zwykły top i spodnie od dresu co, a ja na pierwszy rzut oka myślałam, ze to sukienka i myślę: ta to zawsze nieziemsko wygląda, rozterki dnia codziennego, a ona zawsze promienieje ;) Więc Iwona Twoje spełnianie prowadzi do wielkiego sukcesu, bo jak mnie Twój top już blaskiem poraża to to musi coś znaczyć, za tym obiektywem kryje się twarz kobiety sukcesu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lucy a ty nie domyśliłaś się dlaczego tej mojej twarzy nie widać? hahaha bo ta twarz to ostatnio koszmar ;)) I tak to jest dres domowy, i top z taniej sieciówki ;) ale bardzo dziękuję oczywiście za komplementy odnośnie sukienki ;) I za masę mądrych słów, które tu napisałaś :) Dodajesz mi sił bardzo często, wiesz?

      Usuń
    2. A Ty przecież wiedzieć musisz, że odkąd czytam tego bloga coraz częściej korzystam ze swojej siły. No i oczywiście milion razy jeszcze wątpię, przeklinam, załamuję się i upadam, ale potem powstaję, bo przecież to nie wypada :p się poddać, kiedy widzę przykład inspirującej siły. Tak, odkąd czytam Twoje słowa jakoś chyba silniej kreuję swoje życie. A i wiesz, że ja mam już zmarszczki, a wiesz, że przed chwilą poszłam je sobie obejrzeć do lustra, bo mówi się, że blizny to historia naszego życia, a te zmarszczki są dla mnie śladem tego ile poświęcić musiałam, ile przeżyłam, ale też tego ile w życiu osiągnęłam i są pamiątką spełnienia. Więc teraz odwrócić ten obiektyw i pstryknij sobie fotkę, bo w tej twarzy ukrytej za aparatem jest błysk spełnienia, a ten błysk i Twoja siła wielu ludziom pomaga wstać i iść spełniać marzenia.

      Usuń
  8. Iwonko a ja wierzę w Twoją rozwagę jeszcze moment i wszystko sobie poukładasz, daj sobie trochę czasu, nabierz dystansu. Wybory nigdy nie są łatwe. Jak czytam Wyżej musisz podać patent na grę w kota :) Cieplutko pozdrawiam.Króciutko piszę wieczny brak czasu . Rola bardzo aktywnej babci mną zawładnęła. Pozdrowienia dla rodzinki ;) K.N.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasia a ja Tobie życzę niekończącej się przygody z wnuczkami :) A gra w kota to gra w Piotrusia!! :) oczywiście zamiast Piotrusia jest KOT :)

      Usuń
    2. Dziękuję bardzo :) A na to bym nie wpadła, że KOT to PIOTRUŚ ;)

      Usuń
  9. Bo tak to właśnie jest, że zawsze mamy wrażenie że gdzie nas nie ma tam lepiej. A to tylko złudzenie. Zawsze sięgamy gwiazd nie widząc, że w zasięgu mamy te najjaśniejsze. Zawsze chcemy więcej, choć nie zawsze więcej znaczy lepiej. I zawsze chcemy inaczej, myśląc, że wtedy będziemy szczęśliwsi. Ale dobrze, że przychodzi moment, w którym doceniamy to co mamy :)
    Pozdrawiam baaaaardzo serdecznie!!!
    Gosia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak Gosia :) I ja też bardzo bardzo pozdrawiam! :)

      Usuń
  10. Nasuwa mi się kilka cytatów Paula Coelho...."Nigdy nie dostrzegamy skarbów, które mamy tuż przed oczyma. Dzieje się tak dlatego - bo ludzie nie wierzą w skarby."

    OdpowiedzUsuń
  11. A moja mama powtarza, że mam uważać o czym marzę, bo marzenia się spełniają. I coś w tym jest. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak coś w tym jest.. ale też nie warto bać się marzeń bo wtedy nie czeka nas nic nowego, a ja bym tak nie chciała...

      Usuń
  12. Uważaj o czym marzysz bo marzenia sie spełniają ... Genialne! Nigdy tego nie słyszałam ....
    Ja jestem ekspertka w dążeniu do czegoś co zaraz niepotrzebne lub niedobre sie staje;) Maz narzeka, ze nigdy nie jestem zadowolona, zawsze więcej chce, inaczej....ale o to chyba w życiu chodzi. Albo o to rownież ;)
    Chyba półtora roku temu napisałaś mi, ze zmiany są zawsze na lepsze:)
    Cały czas o tym pamietam i wierze;)
    Choćby tym lepszym okazało sie, ze wcale ten zmiany nie chcieliśmy... Takie masło maślane ;)
    I z niczego sie nie wyplatuj Kochana, tylko przeorganizuj... Albo jak wolisz ;)
    Ja oszczędności kilku lat zaprzepascilam by odkryć, ze restauracja w Polsce to nie jest to;)
    Mówiłam, ze jestem ekspertka;) !!!!!!
    I jak sie gra w kota????
    Buziaki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Alicja, bo ja nadal uważam że zmiany są zawsze na lepsze. bo nawet jak stwierdzisz że restauracja nie jest tym co chcesz robić, to zdobywasz doświadczenie, i już wiesz... już wiesz że do końca życia Ci taki pomysł do głowy nie przyjdzie :):) to przecież zmiana na lepsze no nie? to masło maślane uważam za wielką prawdę :) A ja już pracuję nad przeorganizowaniem. I wiem że mi się uda! :)

      Usuń
    2. A KOT to Piotruś - stara jak świat gra w karty :) ale zamieszanie z tym Kotem haha wszyscy pytają ;)

      Usuń
  13. Nie wiedziałam, że można się uzależnić od czytania czyichś słów... Czekałam na ten post i on taki adekwatny do mojej sytuacji, tylko odwrotnie. Wracam za chwilę do pracy po 12 miesiącach urlopu macierzyńskiego, z jednej strony chcę odmiany, realizowania siebie a z drugiej gotując dziś pomidorowke (u nas z literkami :) zastanawiałam się czy nie będę tęsknić za tą spokojna codziennością z moimi dziewczynkami. Dziękuję za ten post i to miejsce, gdzie wracam z radością

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ja dziękuję. Uczucie, jak ktoś pisze że wraca do miejsca które stworzyłam, jest bezcenne.. bardzo dziękuję :)

      Usuń
  14. No właśnie to jest to co mnie trapi,pomimo,że tysiąc osób mnie zapewni,że się da ja wiem,że się nie da-być 100% mamą,99% kobietą,98%żoną i do tego bizneswomen.Można ale na pół gwizdka a to mnie nie satysfakcjonuje więc poddaję się póki co.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A może małe przeorganizowanie? złoty środek może? ja mam nadzieję wszystko ładnie pogodzić :) zobaczymy czy mi się uda!

      Usuń
  15. I mi dałaś do myślenia...... nawet bardzo. dziekuje.
    Życzę Ci szybkiego powrotu do ukochanej codzienności :)
    Uściski.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) dziś grałam w KOTA z 10 razy :))) a i to Zosia smutna że mało ;)

      Usuń
  16. Dobrze prawisz siostro. Ja czasami dostaję spazmów, kiedy rano wstaję i dociera do mnie, że oto mój kolejny dzień świra. Ostatnio jednak mnie nie dopada, bo zaczynam wczesnym rankiem od przeglądania blogów i rozmyślania o czym by tu sama napisać. Wydaje mi się. że to nasze blogowanie nadaje jeszcze większego sensu naszej codzienności. Robienie pomidorówki i pranie dziecięcych skarpetek to zacna rzecz. :) Pozdrawiam


    szeptaki.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja tęsknię teraz do tego dnia świra ;) ale tak to już chyba jest z nami ludźmi. wiecznie tęsknimy za czymś...

      Usuń
  17. Takie sa dylematy rodzicow dzisiejszych czasow niestety. Dasz rade, i tak jest swietna matka i zona. Mimo wszystko...

    OdpowiedzUsuń
  18. Dobrze, że marzenia się spełniają i cieszę się, że i Twoje się spełniło. A jeszcze przyjdzie czas, że w tego Kota zagrasz i 110 razy z córkami :) a na piecu pomidorówka grzać się będzie!
    Pozdrawiam Cię serdecznie!
    Marysia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też tak myślę! :) nie dam rady żyć tak jak teraz na dłuższą metę więc muszę coś z tym zrobić :)

      Usuń
  19. Jeszcze chwila i będzie tak, jak sobie wymarzyłaś, zobaczysz... trzymam kciuki za realizację wszystkich Twoich 'ambitnych' planów oraz za pogodzenie ich z codziennością, tą Waszą piękną, rodzinną codziennością, która jest najcenniejsza i Ty doskonale o tym wiesz... Będzie dobrze Iwonko. Ściskam mocno.

    OdpowiedzUsuń
  20. Cześć Iwonka, nie byłam u Ciebie ze 2 miesiące, o Donce tez tylko mysle bo czasu na maila nie mam :-(. I to ja która powtarza że przyjaźnie trzeba pielęgnować a rodzina jest najważniejsza - codziennie tylko sobie obiecuje ze jutro zwolnie, ze jutro odbiore dzieci z przedszkola wczesniej niz po 11h, ze od jutra przestane tak zapieprzać, dziś po przeczytaniu Twojego posta mam postanowienie ze nie od jutra ale od teraz zrobie to... Zmieniłam prace, spełniam sie, dobrze zarabiam, dostaje kolejne propozycje, wygrywam rekrutacje, jutro finał ale juz dzis dzieki Tobie nie mysle o kwocie ktora podac, o marce samochodu ktory chcialabym miec... Teraz mysle czy w ogole pojsc... Nie lubie siebie takiej zestresowanej i bez czasu na wszystko co daje mi prawdziwą radosc i sprawia ze jestem szczesliwa... P.S. Wyglądasz cudnie! Aska

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Asia! ja też siebie takiej nie lubię!! nie cierpię wręcz... i mam nadzieję że mi się uda poukładać wszystko tak oby być nadal szczęśliwą, spełnioną kobietą a nie zestresowanym samolotem który przelatuje na głowami domowników! Buziaków całe mnóstwo dla was Aśka! :)

      Usuń
  21. Zycie to nieustanne wybory.Nie mozna miec wszystk.naraz.Owszem sa tacy co maja,ale zawsze jest cos kosztem czegos.Siegasz po marzenia swoje...i juz wiesz i widzisz ile cie to kosztuje i czy warto.Czy warto zrezygn.z zapachu pomid.z gwiazdecz itd z codziennosci ktora jest marzeniem wielu kobiet.Mamy dom,Ty za Oceanem Ja tu.Gotujemy w nim pomidorowe itp i tez mam marzenia tylko czekam na moment aby po nie siegnac...bo w tutaj jest to cholernie trudne..i czasem faktycznie trzeba sie zast czy warto w tym chorym kraju.Gratuluje odwagi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! a ja kciuki trzymam za marzenia Twoje :)

      Usuń
  22. ;) doskonale Cię rozumiem, jak ja lubię odbierać córkę z przedszkola i zaprowadzać na tańce i obiady gotować czasem w tygodniu, a nie tylko w weekend i chodzić na spacery wieczorem nie z przymusu, bo dopiero wtedy wracam do domu, ale dlatego, że chcemy zobaczyć gwiazdy ;), czasem mniej znaczy więcej, również finansowo, całe życie gonimy i pracujemy, żeby mieć więcej rzeczy, z których co najmniej połowa nie jest nam zupełnie potrzebna ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i tu masz świętą rację. Choć pewnie każdy jest inny i każdemu dobrze z czym innym. Jo jak ja dawno u Ciebie nie byłam. Dziś zajrzałam i przemiło u was jak zwykle :) Uściski!

      Usuń
    2. bo mnie też dawno w blogosferze nie było, pracowałam chyba nawet więcej niż Ty, ale czasem trzeba wybrać to, co w danej chwili ważniejsze i wybrałam ;)

      Usuń
  23. Stworzyc prawdziwy cieply rodzinny dom i ta umiejetnosc dbania o to cieplo to jest dopiero sukces i najwiekszy skarb Iwonko. Ja na tym polu poleglam jak wiesz, ale Tobie sie to udalo i udaje:-) I trzymam mocno kciuki, aby zawsze tak bylo. A to ze czasami tesknimy za czyms czego nie mamy, ze marzymy o tym czy o tamtym...taka ludzka natura, zeby ciagle cos, zeby nowe, zeby inne. Marzyc trzeba, a jesli jescze dane jest nam realizowac te nasze marzenia to wspaniale. Najwazniejsze aby sie w tym nie zatracic i zachowac rownowage.
    I nigdy nie mow ze nic nie znaczysz gotujac pomidorowki. Ugotowac dobra pomidorowke to jest sztuka:-)
    Pozdrawiam goraco z Warszawy. Monika

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Monika to Ty?? Ciekawe czy tu jeszcze zajrzysz :) jeżeli tak to proszę Cię napisz mi swojego maila :) Tylko żeby jasność była, MOnika z Warszawy ze spotkania z Żurawiej? Jak Ty mi często do głowy przychodzisz to nawet nie wiesz! u góry masz kopertkę z boku, jak klikniesz to mail do mnie się pojawi. Czekam :)

      Usuń
  24. Oj, kochana Iwo, wiem co masz na myśli... Marzyłam o pracy spełniającej moje oczekiwania... Dostałam ją... ale nie ma mnie po 11 godzin dziennie, córeczkę widuję w weekendy... Dopiero pół roku tak żyjemy, ale ja już wiem, że to nie to, czego chciałam...
    Jeśli jeszcze nie jest za późno, zawróć! I żyj po swojemu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko sęk w tym, że ja bardzo chcę!! nie chcę zawracać! chcę posiąść umiejętność pogodzenia wszystkiego ;))) no wiem że może i to naiwne, ale mam plan by mi się udało! :)

      Usuń
  25. wczoraj pojawiła się zajawka na fejsie że będzie post, pyknęłam szybko przysiady, wymachy, brzuszki i czytam i czytam i wstyd mi jakoś że ja często tych drobiazgów nie dostrzegam że słowo '' szybciej' ' tak często wypowiadam. Musze pomyśleć jak to ze mną jest wogóle muszę pomyśleć, tak porozmyślam trochę nad sobą. Buziam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) I jak tam rozmyślania nad sobą? :):)

      Usuń
    2. Dokonano analizy wprowadzono zmiany oby stałe buziam mocno

      Usuń
  26. Jaki to ważny post dla mnie nawet sobie kochana sprawy z tego niezdajesz :) . bo ja teraz robie to wszystko co ty tak kochasz dbam o te dzieciaki moje, gotuję im co lubią, byle zdrowo było, kwiatki, zioła kupuję i gadamy ile tylko chcemy. z przedszkola spacerkiem do szkoły, ze szkoły w podskokach, albo po krawężniku do domu, bo tam już obiad czeka, a my mamy czas...bo mama jest teraz bez pracy...bo ja szukam tej pracy jak wariatka, żeby być kimś, żeby bliscy byli dumni, żeby teściowa inaczej spojrzała?sama już się pogubiłam, bo tak naprawdę tak skrycie, to tak jak ty kocham tę moją codzienność i szukam pomysłu na życie, na ciekawą pracę, bo księgową już być nie chcę. i dzięki Bogu mam męża, który jest zaradny więc o chleb martwić się nie musimy i ,który rozumie co dla mnie jest tak naprawdę najważnejsze. więc chyba zostało mi się cieszyć i doceniać to co mam, a reszta jakoś to będzie....Pozdrawiam i ściskam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aga wszystko masz w sercu! sama najlepiej wiesz co dla Ciebie najlepsze! jeden spełnia się w domu inny w korporacji a jeszcze inny jakoś to godzi... Jeżeli czujesz się szczęśliwa tu i teraz to ciesz się życiem :)) jeżeli chcesz czegoś więcej... wyciągaj rękę.. najwyżej jak będzie zbyt gorące to cofniesz ją :) warto jest próbować i podejmować decyzje na podstawie przeżytego, a nie tego co przeżyć by się mogło. Trzymam kciuki!

      Usuń
  27. Ta co pędzi leci i ma na imię Martaczwartek, marca 06, 2014

    Niepoprawnie wręcz zaakceptowałam to co mam i to czego nie mam.
    Dzięki temu zaskakuje mnie to czego nie mam w najmniej niespodziewanym momencie.
    Wstać, uśmiechnąć się i iść. Ot cała tajemnica. A życie.. jest jak pomidorówka, czasem bulgocze, czasem wystygnie a czasem poparzy, że aż płakać się chce. Grunt to tą pomidorówkę zjeść. Nawet jeśli zupa jest za słona.
    ściskam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I nawet jeśli mamy wrażenie że cos ucieka nie wróci to u ciebie nie wierze by sensu to nie miało!

      Usuń
    2. Marto ta co pędzisz lecisz i masz na imię Marta :)) pięknie to napisałaś!

      Usuń
  28. Dobrze,że dostrzegasz to,że brak Ciebie trochę w rodzinnym życiu gorzej by było jak byś tego nie widziała.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to fakt! czyli można powiedzieć, że stoję na straży przekroczenia granicy :) dziękuję za nowe spojrzenie :)

      Usuń
  29. Witaj!

    Iwonuś, a ja uważam,że skoro spełniasz swoje marzenia, to nie powinnaś mieć żadnych wyrzutów.
    Nie rozumiem więc, dlaczego uwiera Cię to,że Twoja codzienność się troszkę zmodyfikowała przez spełniające się marzenie (?)
    Skoro o tym marzyłaś i z pewnością do tego dążyłaś,to wg mnie szybko przeorganizujesz nową rzeczywistość w cudowną -(jak dotychczas) codzienność bez uszczerbku dla rodziny ;)
    Spokojnie, dziewczynkom krzywda się nie dzieje, gdy rzadziej niż zwykle zagrają z mamą w tego"kota" i gdy te szaliczki z mniej dbałym węzełkiem pod szyją mieć będą ;)
    A pomidorówka zjedzona od święta ,a nie na co dzień ,lepiej będzie smakować, gdy wszyscy będą mieć na nią prawdziwą ochotę;)
    Wiesz na pewno,że spełniona kobieta to szczęśliwa kobieta do której lgną wszyscy, nie tylko jej najbliżsi!
    Tak, jak to my -(czytelnicy Twoi) czynimy ;)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hahah bardzo dziękuję!!! ale mnie na duchu podniosłaś!! :)

      Usuń
  30. wiem doskonale o czym mówisz... u Ciebie pomidorówka a u mnie makaron z serem a oni i tak z wielka wyrozumiałością go jedzą ... wiem ,że Tobie uda się plan właściwy w życie wcielić, no bo kto jak nie Ty :) trzymam kciuki :*

    OdpowiedzUsuń
  31. Uuuu zjadło mój komentarz :( wczoraj napisałam i go nie ma :(
    Iwonko właśnie o te zupy pomidorowe w tym wszystkim chodzi, to nic że na szybko i bez zastanowienia, ale ważne że jest dla kogo ta zupę robić.
    Buziole :*

    OdpowiedzUsuń
  32. O jak ja lubię te tematy o spełnianiu marzeń, poważnie, bo myślę, że to nie takie proste i nie zawsze takie super jak miało być. Sama to odczułam na własnej skórze i pisałam na blogu o niebezpieczeństwie spełnionych marzeń, nawet wykład o tym robiłam dla młodzieży, no temat rzeka a wydaje się , że chodzi tylko o to żeby nam się spełniło i cała para w to spełnianie idzie i czasem nie zauważamy, że po drodze parę fajnych , czasami właśnie już spełnionych , naszych przestrzeni już poległo. Ja myślę, że na spełnienie marzeń trzeba być bardzo gotowym a czasami jeszcze nie jesteśmy, kiedyś moje spełnione marzenia bardzo mnie przytłoczyły, wtedy mój przyjaciel powiedział "Nie martw się na szczęście nie wszystkie marzenia się spełniają" ... już ktoś o to dba :-)
    Ale fajnie, że Jesteś mądra i refleksyjna, no i uważna na sygnały od bliskich, to wiesz kiedy wyhamować ...
    Cmok, cmok

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Iwona piękniej tego bym nie napisała! Ty taka jesteś niby skromna dziewczyna, niby nie taka, że wiesz hej do przodu... a czasem jak coś napiszesz to można myśleć i myśleć.. niesamowicie mi fajnie, że miałam przyjemność Cię poznać :) mam nadzieję, że kiedyś poznam Cię też realnie a nie tylko na piśmie ;)) Buziaki :)

      Usuń
  33. Dzień bez miłości , jest dniem straconym ! ślepa ulica to właśnie ! Pogoń za szczęściem, realizacją swoich marzeń i dążeń doprowadza nas do tego, że coraz mniej jest w nas tej zwykłej szarej( niejednokrotnie) codzienności. Nie widzimy, że pada deszcz, że właśnie rozpoczyna się wiosna a nasza pociecha ma kolejny ruszający się ząb, że ktoś kto nas kocha raptem ginie w oczach. A przecież trzeba żyć - żyć pięknie co wcale nie oznacza zatracania się w wirze kolejnych wyzwań. Taka tylko mało istotna dygresja...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dygresja bardzo istotna :) choć ja na szczęście ten deszcz i ten ząbek ruszający się widzę.. na szczęście czuję że błądzę i na szczęście mam chęć coś z tym zrobić :)

      Usuń
  34. Uwielbiam to miejsce..uwielbiam Cię czytać,,, dajesz mi zawsze kopa pozytywnej energii i jak widać ( jak czytać powyżej :) ) nie tylko mi ...a wszystko co dajemy innym powraca do Nas..więc wszystko Ci się poukłada i przychylności ku temu nie braknie - między innymi przez tą wymianę ..tej dobrej energii -bo dobro zawsze powraca :) a tak z innej beczki jeszcze... też jestem zwolenniczką celebrowania każdej chwili- nawet tej pozornie zwykłej - właśnie takie podejście do życia nadaje mu sens...bo można mieć wszystko i czuć się niespełnionym,zagubionym,nieszczęśliwszym, a można mieć znacznie mniej niż inni i czuć się niesamowicie każdego dnia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ogromnie wierzę w ostatnie Twoje zdanie. Ogromnie. I piszę o tym nieustannie. I mam nadzieję pamiętać to zawsze i wszędzie. Bo to pomaga czasem spojrzeć na małe rzeczy wielkimi oczami i na odwrót.. i zastanowić się nad sobą.
      Bardzo dziękuję też za pierwsze zdanie :) przemiło mi :)

      Usuń
  35. Bo trzeba się setki raz pogubić, setki razy odnaleźć by wciąż na nowo rozumieć to co tak oczywiste się wydaje.
    Każdego dnia uczę się tego. Ściskam.

    OdpowiedzUsuń
  36. Teraz spełniasz swoje marzenia i myślę, że czasem musisz coś poświęcić kosztem czegoś...pamiętaj szczęśliwa mama to szczęśliwe dzieci...przez tyle lat byłaś tylko dla nich więc teraz spokojnie poczekają aż spełnisz swoje marzenie i wrócisz tak jak kiedys, bo wiem, że pogodzisz wszystko to tylko kwestia czasu :)

    OdpowiedzUsuń
  37. A co to za marzenie sie spelnia? Gdzie w stanach mieszkacie? My 2 tygodnie temu z Houston po trzech latach wybylismy. Teraz na 3 miesiace w Polsce i potem przeprowadzka do Dubaju!!! Lubie jak marzenia sie spelniaja!!!
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to niezły przeskok z Huston do Dubaju przez Polskę :)) My mieszkamy w okolicach Philadelphii. A marzenie już wkrótce ujrzy światło dzienne :)

      Usuń
  38. Spełniaj się Iwonko :-) Mam nadzieję, że już niedługo pochwalisz Nam się tym swoim projektem nad którym teraz pracujesz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też mam nadzieję że niedługo się pochwalę ;)

      Usuń
  39. Ty taka amerykanska w tym dresie jestes, taka do bolu. Jak tutaj patrze na sasiadke przez okno jak ona mieszkanie sprzata to az sie dziwie, ze jej tych ciuchow nie szkoda, a pozniej komentuje jakie wszystko jest drogie. Tak, bo ona sprzata tak jak po ulicy chodzi, a wcale to dresik nie jest. A druga jak mowila, ze wlasnie caly dom wysprzatala az sie spocila i nawet czasu nie miala przebrac to patrze tak i patrze i podziwiam, ze w tej spodniczce do koszuli dala rade... wysprzatac. Dzieciaki zrozumieja, nalezy sie spelniac. Lepsza szczesliwa mama niz sfrustrowana ;)
    Pozdrawiam Edyta

    OdpowiedzUsuń
  40. Czasem mam wrażenie, że tylko my kobiety jesteśmy takie rozdarte pomiędzy tym co same byśmy chciały, tym co wydaje nam się, że chcą dzieci, mąż, teściowa...
    W 2008 roku w mojej głowie zakiełkowała myśl, żeby założyć firmę projektującą ogrody i realizującą te projekty. Byłam magistrem psychologii, nie pracowałam, moje dzieci miały wtedy 4 i 2 lata. Znalazłam technikum architektury krajobrazu, do którego zaczęłam uczęszczać zaocznie i jeszcze pół roku przed jego ukończeniem założyłam swoją wymarzoną firmę korzystając z dotacji unijnej. Pierwszy rok był fajny - zleceń nie było za dużo, miałam czas na pracę i rodzinę. W kolejnym roku sezon był już bardzo pracowity. 2012 rok okazał się przełomowy - kiedy tylko nastała wiosna telefon nie milkł... Mogłabym siedzieć całe dnie w ogrodach klientów, późnym popołudniem ogarniać dzieci i dom, a w nocy rysować projekty. Płakałam i parłam do przodu. Aż pewnego dnia, kiedy wróciłam z pracy, moja córka spojrzała na mnie, spoconą i czerwoną na twarzy od słońca, i powiedziała 'Mamo! Czemu ty się tak niezadbujesz?' I potem już cały czas myślałam - czemu? By udowodnić sobie, że dam radę? Bo jak się powiedziało A to trzeba powiedzieć B? Przecież wiedziałam już, że rzeczywistość rozminęła się z marzeniami. Że stało się tak jak powiedział mąż - nie da się prowadzić firmy na pół gwizdka, hobbystycznie, tak jak ja marzyłam.
    Dziś pozwalam sama sobie na słabość - ale trwaało to prawie rok, żeby pogodzić się z myślą, że nie będzie już takiej firmy jak w sezonie 2012 i że jest to moja świadoma decyzja. Dziś projektuję, doradzam, konsultuję, ale konsekwentnie odmawiam wykonania ogrodu, nie kompletuję ekipy na 2014 rok. Podjęłam za to współpracę z wykonawcą - może wyjdzie z tego całkiem niezły interes ;-)
    Jest za to inny plan - kolejne dziecko. I wcale nie jestem pewna czy jeśli się za jakiś czas pojawi, nie usiądę ze łzami w oczach któregoś wieczoru, nocy, poranka i nie powiem - nie o tym marzyłam... Więcej - jestem pewna, że tak zrobię. Tylko wtedy też będę marzyła już o czymś innym ;-)

    OdpowiedzUsuń
  41. Czytałam i nie mogłam się oderwać od tego, co napisałaś! Matko, to przecież moje myśli, bo nie chciałam ich wypowiedzieć, ba, dopuścić nawet do świadomości! I rozdarcie, co wybrać, jak nie poświęcić czasu dziecku, które rośnie, może jutro nie będzie już chciała zagrać "w kota"? a jeśli nie zdążę czegoś namalować na czas, a ktoś czeka?
    Pozdrawiam Cię serdecznie i dziękuję za tego posta!

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy pozostawiony komentarz :)