17 stycznia 2013

po trzykroć TAK


Przypominam że ten blog bierze udział w konkursie na BLOG ROKU 2012


- dobrze słoneczko
- tak kochanie
- już idę
- musisz poczekać na swoją kolej..
- wy jesteście trzy a mama jedna, 
- teraz jest czas dla mamy, obiecałyście, że zajmiecie się sobą przez chwilę
- nie krzycz, niczego krzykiem nie załatwisz, spróbuj powiedzieć
- nie mów po angielsku! w domu po polsku się mówi..


Jak jest się matką trójki dzieci, różnorodność używanych słów mocno się zawęża. 
Postrzeganie się zawęża. Wyobrażenie piękna i radości. Przeżywanie emocji następuje w tempie zjedzenia kanapki. 

Kiedy jest się matką trójki dzieci, świt i zmrok zaskoczyć może pomieszaniem.
Klejący stół stracić może znaczenie, a kawa smakować zaczyna na zimno.

Poranki szybkie, pretensjonalne. Malowanie oka i głaskanie zapłakanej buźki jednocześnie. 
Łzy wzruszenia na słowa : kocham Cię mamo, jak prince princess kochał w kopciuszku. 
Łzy wzruszenia na cechy odczytywane w ich zachowaniach...te, które wbijałaś do główek sto razy a one w tym czasie dalej układały tę swoją układankę i wydawało się, że niczego nie pojmują, nie słyszą. 

Kiedy jest się matką trójki dzieci wyjazd do dziadków (jakieś 100 km) wymaga pakowania jak na wycieczkę zagraniczną, samolotową. 
Zakupy w sklepie stają się biegiem na przełaj przez przeszkody. A liczenie do dziesięciu, żeby nie wyjść z siebie, staje się nawykiem. 

Pojawiają się nowe płaszczyzny rozwiązywania konfliktów. No bo przecież - każdemu po równo - nie ma sensu. 
- bo ja mam 10 lat a ona tylko 4! To jak ja zjem 5 cukierków i ona 5, to ona się naje a ja będę głodna bo jestem większa. I mam większy żołądek! Bo żołądek ma się jak własną pięść, wiesz mama? Pokaż Clara pięść.. zobacz w jej pięści nie zmieści się nawet te 5 cukierków! Wiedziałam, że mam rację!

Na nowo postrzega się sens słuchania. Ze zrozumieniem takiego. Śledząc przejęte oczy sześciolatki przekonanej, że mama Loren ma 3 nogi, ale jedną musieli jej obciąć bo nigdzie nie sprzedają trzech butów. Myślisz sobie, że skoro jej obcięli, to ma nogi jednak 2. Ale odpowiadasz: ale historia! skąd o tym wiesz?

Inny sens ma też cierpliwość. Naturalna taka. Niewymuszona. Z potrzeby.

Na nowo widzi się łąkę, żabę, jezioro, kanapkę z dżemem. Nigdy nie sądziłam że np. rozłożenie dżemu na kanapce jest istotne. I to na tyle, że albo się ją zje albo nie.

Kiedy jest się matką trójki dzieci, piękno widziane oczami tak bardzo traci na znaczeniu.
Zaczynasz widzieć wyraźniej używając serca. A piękno całego świata w jednej małej sekundzie potrafi zawrzeć się w malutkich stópkach zwisających z łóżka.. 
… schodziła z łóżka i zasnęła. A ty stoisz jak ten stróż przy bramie i patrzysz.
Zatrzymujesz się z praniem w ręku i wzruszasz. I czym ty się niby wzruszasz kobieto przecież dojrzała?
Aaa, niczym takim. Stópkami. - Zobacz, na grubym palcu oczy i usta namalowała czarnym markerem niezmywalnym. 
Podchodzę, układam dziecko równiutko na poduszce, kołderkę poprawiam… o matko...
Wąsy sobie też namalowała... i brwi. Markerem. Czarnym niezmywalnym.*

Kiedy jest się matką, nie ważne ilu dzieci, świat zdradza nam tajniki do tej pory naszymi myślami nietykane. 
I może te wąsy bardziej wzruszają niż najnowsza kolekcja Versace? 
Choć i ta przecież wzrusza.**







Oczywiście, te z nas, które matkami nie są z wyboru, niczego nie tracą. Niby to nie ma sensu, ale dokładnie tak ja to widzę. Skomplikowane to jak jasna cholera :-)



Wszystkich zapraszam do zakładki "KONKURSY" :-) Przygotowałam dla was konkurs z nagrodami! KONIECZNIE ZAJRZYJCIE :-) 

i.w. 

* rano wyjaśniła, że bawiła się z Zosią w dziadka.. dziadek wąsy niby ma i może te brwi większe niż przeciętne.. ale co ma do tego ten uśmiech na grubym palcu? W sumie palców teścia od spodu nigdy nie widziałam ;-)

** przynajmniej mnie ;-)





Masz problem z komentarzami? widocznością lub wstawianiem? Najczęściej wystarczy wcisnąć na końcu, pod komentarzami "wczytaj więcej". Jak nie pomoże, zapraszam do zakładki "pomoc".


Wszystkie zdjęcia i treści zamieszczone na tym blogu są mojego autorstwa. Zgodnie z Dz.U. z 1994 r. Nr 24 poz.83 mam prawo do ich ochrony i nie wyrażam zgody na ich kopiowanie i rozpowszechnianie bez mojej wiedzy. Dziękuję. 


73 komentarze:

  1. wesoło macie:) i te nogi i paluchy i cukierki:) jak w domu! nas było pięć kobiet i brat - uwielbiam takie babińce:) choć w moim męskim towarzystwie też bywa wesoło...
    i przepiekne to zdanie o patrzeniu sercem! moje od dwóch lat z podziwu wyjść nie może!
    Co do zimnej kawy , mam znajomą która do kiedy ma dzieci pija tylko ice-tea;) twierdzi, że szkoda czasu na parzenie kawy lub herbaty które i tak wystygną:)
    Dobranoc!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "nas było 5 kobiet i brat" aleeee cudownie :-))) Brat taki opiekun rodziny :-) Ja kawy na zimno nie cierpię.. takie wiesz kupionej lub zrobionej na zimno. Ale taką co sama parzę jak wystygnie już przyzwyczaiłam się i lubię nawet. Choć wolę ciepłą oczywiście :-) Pozdrawiam Ala :-)

      Usuń
  2. No nie! Żołądek jak pięść rozłożył mnie na łopatki :D Ma dziecko całkowitą rację :D i jeszcze potrafi argumentować! Da sobie radę w życiu :)))
    Nie pierwszy i pewnie nie ostatni raz napiszę, że dzieci są niesamowite :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mówię Ci Monika, jak te moje dzieci potrafią argumentować!! A Nadia ma 10 lat i sporo czyta.. szczególnie takich rzeczy ciekawych jak żołądek - pięść ;-) i tak mnie czasem zaskakuje, że głowa mała :-) Twój Tymek też już za chwilę .. już.. już :-)))

      Usuń
  3. Przypomniałaś mi ,jak to bywało.dokładnie tak właśnie ,bo kiedy jest się matka trójki dzieci a na dodatek każde z nich jest jakby po innym ojcu i innej matce , to chwilami nie wie się ,ze się żyje a chwilami jest to tak przejmujące i wzruszające ,że naprawdę ciężko powiedzieć kto ma lepiej -czy ten co ma dzieci z wyboru czy ten co ich z wyboru nie ma.Najciekawsze jest jednak to odkrycie kiedyś ,że oto moje dziecko jest już mądrzejsze ode mnie. I już nie nadrobię tego wyczytując w encyklopedii. Ale to też jest piękne w sumie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No piękne to jest.. mnie duma rozpiera jak moje dziecko mnie zaskakuje czymś, czego ja nie wiem. I okazuje się, że nie wiem co chwilę ;-) A ona ma 10 lat dopiero! CO będzie za kolejne 10? :-) Pozdrawiam Cię Maszko serdecznie :-)

      Usuń
  4. A ja się z tym trzecim waham... głupia! ;)

    Dodałabym jeszcze, że wchodzi się na nowy poziom cierpliwości, zwany "ocean spokoju", na którym i tsunami czasem wzbiera, niestety!

    Jak już wyprawisz dziewczyny do szkoły, wpadnij do nas na film, jak głupia wszystkich zapraszam, bo mnie powalił na kolana. Znajdź jeszcze trzy minuty dla siebie, warto!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wpadnę na fil za chwilę za chwilę tylko dopiszę na resztę komentarzy :-)) Na trzecie dziecko jest się łatwiej zdecydować chyba niż na pierwsze ;-)) u mnie było łatwiej chyba :-) Pozdrawiam :-)

      Usuń
  5. Ahhh pięknie.
    Ja nie mam dzieci, ale czytam u Ciebie że cudownie je mieć. To dobrze Iwonko.
    cudnie piszesz. mówiłam Ci to już? Mówiłam...jakies mnóstwo razy. I dodam jeszcze - będę mówić dalej :)
    śliczne masz córy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci bardzo :-)) A ty masz piękny nick :-) i zdjęcie .. razem to wszystko tak ślicznie zawsze wygląda :-)) LittleKa :-) no cudo! Pozdrawiam Cię serdecznie :-)

      Usuń
  6. U mnie odliczanie do trzech ... no czasami do trzech i pól , no a czasami do trzech i trzech czwaaaaaartych weszło w nawyk , bo wszystko jest "zaraz "albo "już idę " hahaha:)
    Miłego dnia kochana !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No u mnie liczenie do trzech to podstawa :-)) I działa niesamowicie! A do dziesięciu to ja liczę sama sobie, żeby nie wybuchnąć ;-)) Pozdrawiam Kasiu i też miłego dnia Ci życzę :-)

      Usuń
  7. Odpowiedzi
    1. ja też pozdrawiam Cię serdecznie :-)) Qrko :-)

      Usuń
  8. z dwójką i kotem też tak jest ;), ja sama chyba nadrabiam za trzecie, bo nadal we mnie sporo z dziecka ;) i wzruszam się patrząc na nie i krzyczę czasem, jak już siły brak ;)
    Podeszła kiedyś do mnie starsza kobieta w sklepie i bardzo wzruszyła, bo powiedziała, że podoba jej się, jak jestem z dzieckiem, rozmawiam i wydaje się, że ono wszystko rozumie (córa miała kilka miesięcy ;) i dodała, że ona sama miała dziesięcioro dzieci, ale przez to nie miała dla nich zbyt wiele czasu i nie wychowywało się dzieci tak jak teraz, one same się między sobą zajmowały. Na to przyszedł jej dorosły syn i mocno ja przytulił...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale historia z tą kobietą.. piękna .. U mnie też i łzy radości i wzruszenia i złość i wkurzenie, i krzyknę czasem i zawyję z niemocy.. ale bilans wychodzi na wielki, ogromny PLUS :-))
      Pozdrawiam CIę serdecznie Jo :-)

      Usuń
  9. pięknie napisane... Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  10. ... no i jest zagadka, czy tą nogę to tak z przyczyny butów ...hihihi dzieci mają wyobraźnię - nieograniczoną ;))))no i liczyć potrafią i logicznie rozumować - och te słodycze :)
    Ale fajnie Iwonko tak od rana siedzieć, czytać i uśmiechać się do Was na ekranie :****
    Udanego dnia !!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hahaha dziękuję Olga :-))) no oczywiście że nogę z powodu butów obcięli :-)) i jeszcze do tego Loren jest the best student czyli najlepszą uczennicą w klasie więc wiadomo, że ma rację i nie kłamie! :-)) no czasem to mi słów brak i zbytnio udowadniać nie chcę, bo oczywiście że przegram z najmądrzejszą Loren czy z najlepszym nauczycielem pod słońcem :-) Fajnego dnia też CI Olga życzę :-) Choć u was to już wieczór za chwilę :-)) To wieczoru :-)

      Usuń
  11. Taka prawda, mamy odkrywają na nowo oceany cierpliwości, żeby po raz kolejny powiedzieć "Śpij Gwiazdko", "wypij herbatkę", żeby po raz kolejny w czasie choroby wytrzeć nos... Odkrywają też na nowo siebie, do czego są zdolne i ile potrafia wytrzymać bez porządnego wyspania się. Tak samo jak niemożliwe wydawało mi się, że można aż tak kochać....
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to prawda.. i dlatego napisałam że do tej pory myślami nietykane sekrety przed nami świat otwiera.. bo ja np. nie miałam pojęcia, że tak można być cierpliwą! (bo jestem bardzo niecierpliwa tak ogólnie) i że można takie tony miłości z siebie wykrzesać.. i o takie wzruszenie siebie nie podejrzewałam...
      Pozdrawiam CIę również serdecznie :-)

      Usuń
  12. bo bycie mamą to fajny czas...i znajdujemy wtedy pokłady wszystkiego co nam jest w danej chwili potrzebne...czy to cierpliwość, czy niecierpliwość...czy spokój, czy niepokój...i czas dla siebie wykradany czasem między obowiązkami i przytulankami....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak dokładnie. NIe wiedziałam sama, że pewne emocje posiadam. Dzieci dopiero spowodowały, że odkryłam w sobie tak bardzo wiele nieznanego. Niesamowite to jest.. jak bardzo POTRAFIMY jak dzieci przychodzą na świat :-) Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie :-)

      Usuń
  13. sliczne te buciki wszystkie takie male, takie slodkie... a marker niezmywalny tez mnie rozwalil, juz widze Zosie jak Andrzej wygladajaco hahahahh (ale nie wiem czemu tez wizerunek Brezniewa mi sie nasuwa....) Cudne sa te ywoje dziewczyny, nic dodac niz ujac....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żebyś Ty widziała na żywo ten czarny bucik haha nie mówiłabyś, że takie małe ;-)) Nadia nogę ma tylko trochę mniejszą niż ja :-) A pomalowana była Clara a nie Zosia ;-) z Breżniewem hahahahahahaha no tak mniej więcej to wyglądało ;-)) to było z pół roku temu ale pamiętam jak dziś ;-) i kolejny dzień szorowanie i płacz, że boli :-))

      Usuń
  14. Hehe! Dobre!! Uśmiałam się! Bo ja już zaczynam liczyć do dziesięciu a co będzie za lat kilka?? Człowiek odkrywa w sobie niesamowite rzeczy bo nie przypuszczałam że będę mimo to tak spokojna i pełna optymizmu:)
    Pięknie u Was! Wesoło! A to takie cudowne jak radość w domu gości! No i Ty takich cudnych słów używasz do opisania tego wszystkiego! Musisz być wspaniałą mamą:))
    Pozdrawiam!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hahaha za kilka lat będzie to samo Iza :-)) Dzieci rosną, dojrzewają.. a mama wciąż do 10 liczy :-)) Pozdrawiam Cię Iza też bardzo i czekam na te szpilki ;-)) Buziaki dla was.

      Usuń
  15. z dwojka mam tak samo... I kocham byc mama,choc to najtrudniejszy zawod na swiecie :)
    buziaki:*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oj czy najtrudniejszy to ja bym dyskutowała ;-) ale lekko nie ma :-) Pozdrawiam serdecznie :-)

      Usuń
  16. Hihi, pełna chata! :)))
    Iwonko, Twój mąż jak wraca z pracy to musi mieć uśmiech od ucha do ucha jak ten swój babiniec zobaczy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój mąż jak wraca z pracy to nie ma kiedy pomyśleć o uśmiechu bo jest atakowany z 4 stron i każdy co innego do niego mówi w tym samym czasie :-) I tak zakrzykujemy a on taki biedny.. i głowa naokoło hahaha mówię Ci, to trzeba by zobaczyć :-)) Pozdrowienia.

      Usuń
  17. już mówiła że uwielbiam :) a ja dzisiaj dla odmiany na sankach z dziećmi zjeżdżałam - bycie mamą jest fajne co?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. boskie :-)) choć jak pisałam powyżej w komentarzu.. lekko nie ma :-)
      na sankach?? ... o matko ja siebie nie wyobrażam! to działka taty ;-) ale jakby taty nie było.. to i na sankach bym się nauczyła! bo tak to właśnie z tym macierzyństwem jest! :-) Uściski przesyłam :-)

      Usuń
  18. Ja miałam wczoraj plan poczytać posta, bo ucieszyłam się, ze tak wcześnie opublikowałaś. No i zaczęłam i ...Ada zaczęła płakać. Zaraz Wiktor,bo jeszcze nie spał i chyba pozazdrościł Adce, ze mama przyleciała jak płacz usłyszała. Ada przestała a Wiktor powiedział, ze on bardzo lubi jak leżymy razem. Więc ja łzy w oczach- bo jakżeby inaczej. I to nic, ze to szantaż emocjonalny trochę:):):) szybko udało mi się uciszy myśli w głowie, ze post, ze zmywarka, czy ogarnęłam i czy świat się nie zawali jak zostanę i poleżę hahaha
    Ale o czym to ja chciałam. Chyba o Tym, ze jak dzieci się pojawiają, chcąc nie chcąc, pokazują nam inne drogi. I jak już na nich jesteśmy to się okazuje, ze w życiu byśmy z nich nie zawrócili.
    Wiktor podczas przedwczorajszej kąpieli zalał nam łazienkę. Oraz cała kuchnie. Bo cała woda przelała się na dół. Ja się już nawet nie denerwuję. Tylko kotletów, które zostały też zalane było mi bardzo szkoda...haha
    Cudne są dziewczynki. Moje takie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Julka a ja się zastanawiam jakim cudem te kotlety się zalały hahaha gdzie one na podłodze leżały?? czy w łazience? ;-)) no próbuję wyobrazić sobie i nie mogę ;-) Julitko pięknie napisałaś o tej drodze.. dokładnie tak czuję. buziaki dla was :-) i dla Vickiego rozrabiaki :-))) Cudownego, co jak ciocię w drzwiach zobaczy to zawsze taki szczęśliwy :-))) no i wzruszyłam sie na zawołanie! :-)

      Usuń
    2. a zdjęcia jednak wstawiłam jakie miałam.. a wczoraj mówiłam że muszę nowe zrobić.. ale jakoś nie kłócą się ostatnio hahahaha :-) jak zwykle na złość matce :-)

      Usuń
    3. Wiktor zalał łazienkę na górze!!! I cala woda lała się z sufitu!!! Wiec cały blat w kuchni zalany i to co na nim i podłoga...;)
      Mnie dzisiaj nic nie wzrusza!!!! Dzisiaj jest ten dzień ze ogarnąć tego nie mogę wszystkiego!

      Usuń
    4. Ja myślałam że po schodach ta woda zleciała na dół... matko jedyna.. Trzymaj się Jula!! napisz wieczorem jak przeżyłaś ;-)

      Usuń
  19. Jak to? Nie wiedziałaś, że smarowanie właściwa grubością dżemu kanapki może decydować o jej smaku, no wiesz ;))))
    Ale swoją drogą ta możliwość spojrzenia ich OCZAMI na świat - to dostrzeganie drobiazgów tak ważnych, które pomijamy jest bezcenne! Aż zaczęłam Ci "zazdrościć", że masz tę radość do trzeciej potęgi! Cudne princess :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No cudne :-)) szczerze mówiąc:-)) Maryś ale bez przesady z tym dżemem hahaha bo będę bała się Ciebie tu zaprosić ;-) Buziaki przesyłam do Warszawy :-)

      Usuń
    2. Eeee, wyrosłam. Z niektórych rzeczy wyrosłam, z innych nie ;)
      Dżemikiem smaruję naleśniczki!
      Robisz pewnie najsmaczniejsze na świecie ;)

      Usuń
    3. ooo to jak przylecisz to będziesz robić naleśniki :-)) mi takie sobie wychodzą ;-)) Maryś weź Ty się weź i przyleć w końcu!!! Boże! ja bym tu na endorfinach fruwała pod sufitem aż do waszego przylotu :-) bo wiem że Jula by nie darowała że lecisz sama ;-) Mam takie dni, że dosłownie mnie aż skręca na to nasze spotkanie w myślach... eh.. dziś jest jeden z nich! Podaruj mi Maryś te endorfiny :-))))

      Usuń
    4. Jasne, przylecimy i naleśniki zrobię. Mam wprawę ;) U nas naleśniki to niezwykle pożądany rarytas, na czele z racuchami i plackami ziemniaczanymi.
      Przylecimy z Julią, będziecie miały endorfin do potęgi. Bo jak się nasze z Waszymi skumulują to masakra :))))))))))

      Usuń
  20. mega wzruszona i zauroczona tez zazdroszczę ( troszeczkę )bo moi królewicze (3) już wyrosli...choć przecież nie całkiem dorośli...
    cudnie piszesz...
    pozdrawiam
    dorcia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no ja jestem bardzo ciekawa jak to jest mieć 3 chłopaków :-)) Zawsze miałam dziewczynki więc nie mam pojęcia.. bardzo dziękuje Ci za komentarz i wizytę :-) Pozdrawiam serdecznie :-)

      Usuń
  21. Hihihi...ale się uśmiałam przy tym schodzeniu z łóżka i pomalowanych stópkach...hihihi...niby się nie mogę takich chwil doczekać,a z drugiej strony tak mnie cieszą te obecne,że wcale mi się nie spieszy :))) Pozdrawiam cieplutko :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mówię Ci Magda, bosko jest :-)) i kiedyś i teraz i wierzę że potem :-) i nie będę ściemniać, że to tylko słodycz i miód.. nie nie.. często jest bardzo ciężko! wyczerpująco! wkurzająco! Ale bilans wychodzi na wielki plus :-) Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie :-) i ucałowania przesyłam małej królewnie :-)

      Usuń
  22. Potrójna podzielnosc uwagi, po trzykroć większa troska, a czesto pewnie i potrójne zmeczenie... ale tez trzy czółka do pocałowania na dobranoc, trzy pary nóg do dzikich tańców i trzy laurki na dzien matki... i ten radosny szczebiot a czasami i hałas jakby odrzutowiec nad głowa przelatywał... ale taki radosny ten Twój dom, te Wasze usmiechy i szczęscie wspólnego razem przebywania:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Edyta .. matko jak ty komentarz napiszesz to mnie zawsze rozłożysz na łopatki! tak w paru słowach choćby było to zawsze tak pięknie i mądrze i tak bardzo z serca jakby. Czuję mocno to twoje serce :-) 3 czółka do całowania a wiesz ile paznokci do obcinania?? 60! haahahah Teraz moja Zosia właśnie siedzi z 40 centymetrową bagietką i próbuje mi udowodnić, że całą zje i to bez popijania ;-)) ale słyszę że już kaszle :-) Clara je sobie jogurt jakimś patykiem bo podobno na reklamie tak było a Nadia jest w polskiej szkole.. a maż pojechał po tą naszą Nadię.. a ja wpadłam na chwilę na dwa komentarze odpisać :-) Kocham tą swoją rodzinę do kwadratu! I cokolwiek by nie było i jak noce nieprzespane czy problemy ciężkie do rozwiązania to na dobranoc, wieczorem już te 3 czółka na mojego całusa czekają i dla mnie to dopełnienie dnia jest.. taka kropka na "i" całego dnia. I uwieńczenie takie, bo można już iść spokojnie poczytać książkę.. Dziękuję Edytko że jesteś :-)

      Usuń
    2. a ja dziekuje ze piszesz:-)... bo ja duzo czerpię z tych Twoich słów, przemysleń i przezyć... ale to juz chyba wiesz;-)

      Usuń
  23. Wiesz, to moje czwarte podejście do napisania komentarza. Trzy próbowałam w pracy, myślałam będzie chwila relaksu, noi chwila była, zdąrzyłam słowo napisać i klient. Jeden z nich był właśnie w temacie rodzicielskim. Interweniowałam w tzw. porwaniu rodzicielskim. Tato porwał od mamy małego, 3-letniego chłopca. Chłopiec był dzielny, ale tato płakał. Płakał i mówił, że tak bardzo go kocha i nie umie żyć bez niego , że zdecydował sie na taki desperacki krok. To strasznie trudne. Nie podzielisz dziecka na pół,a rodzice już nie umieją być razem. Kto wygra dzieciństwo tego chłopca czas pokarze, ja nie umiałam w myślach tego rozstrzygnąć.
    Szczęściary jesteśmy, mamy dzieci przy sobie i ich ojców też :-) i nawet ta zimna kawa smakuje.
    Buziaki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Iwona ... ale straszna historia.. w głowie sie nie mieści.. Ja sobie właśnie myślę zawsze, boże czy ci ludzie nie myślą o dzieciach?? czy ten ojciec nie myślał co to dziecko czuje?? ale za chwilę sobie myślę... boże przecież ja bym zrobiła to samo! jak pomyślę, że moje dziecko mogłoby ze mną nie być... matko nie chce mi się nawet o tym mówić! a ta kawa Iwonka... właśnie.. ona dlatego właśnie smakuje. Dlatego na nią nie narzekam... Dziekuję Iwonko za odwiedziny i buziaki przesyłam :-)

      Usuń
  24. Pozdrawiam:) Rzeczywiście wszystko zmienia perspektywę kiedy się ma dzieci.A jak jest więcej niż jedno to diametralnie.Te krzyki za uchem i łapanie własnych myśli:)Śliczne zdjecia!

    OdpowiedzUsuń
  25. A za 10 lat to będzie istny zlot czarownic:)jak u mnie.Siedzenie w kuchni przy ciastku i herbacie hi hy śmiechy a mężczyzną wstęp wzbroniony:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hahaha no będzie się działo za te 10 lat ;-) Pozdrowienia Iga :-)

      Usuń
  26. Taki zyciowy post. Co do kanapki z dzemem sie zgodze, musi byc odpowiednio posmarowana i ta z pasztetem tez, i bron Ci boze maslo pod bialym serem jak to moja mama robi, przeciez sie tego jesc nie da. Ile u nas bylo o to klotni do tej pory nie tkne niektorych rzeczy jak sa nieodpowiednio zrobione. Choc maz nauczyl mnie jesc prawie wszystko, jak leci, bo wybredna byla, ale przynajmniej musi miec odpowiednia grubosc. I bron ci boze wymamlane przez chlopakow, bo to ich ulubione zajecie cos sto razu przezuc i stwierdzic, ze jednak nie smakuje. Ogolnie posiadanie dzieci znieczulilo mnie na rzeczy, na ktore bym w zyciu nawet patrzec nie chcialam. No i widzi sie te inne, na ktore sie nie zwracalo uwagi.
    My tez mielismy historie ze schodzeniem z lozka i zasnieciej. Matko po wielkiej aferze, ze mnie sie spac nie chce, nie chce na drzemke w polowie drogi zasnal. Rece mi opadly.
    Mnie sie nie wydaje, zeby podrozowanie bylo uciazliwe i wielka wyprawa. Piec razy do roku lecimy do PL i nawet systematycznie robimy sobie wycieczki :) Do PL nie zabieramy prawie nic (nawet nie to, ze sie kupi, ale ktos na mlodszego ciuszki pozyczyl, swoje rzeczy jeszcze tam posiadam, a maz to juz w ogole caly arsenal ma), za to powrot jest zawsze koszmarny z pakowaniem, bo mamy za duzo rzeczy. A na wycieczki to jezdzimy luzacko, raz nawet spodni zapomnielismy i maly musial w rajtkach pomykac ;) Na szczescie jeszcze cieplo bylo mimo poznej jesieni, a sklepy jak na zlosc pozamykane,w ogole gdzie tam w gorach sklepu szukac. Notorycznie czegos waznego zapominamy, a to butelki na mleko, a to chusteczek do pupy, kremu przeciwslonecznego, pampersow, matko dziecka o malo ;) na szczescie drugie przypomnialo nam ;) Z tym dzieckiem to zart. W ogole podchodzimy na luzie, przeciez nic sie nie stanie takiego nie stanie. A fajnie sie podrozoje.
    PS: Komin na razie w zawieszeniu, bo szyje stroje na karnawal, idzie jak krew z nosa, ale postepy sa. Na dodatek wozek musimy pomalowac, ktory chlopcy (znaczy sie tata z wujkiem)zbudowali.
    Pozdrawiam Edyta (tak wiem, ze wiesz, ze to ja, ale chyba wypada sie podpisac).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hahaha z ostatniego zdania uśmiałam się :-)) Nas też nie zraża pakowanie się długie :-) Też podróżujemy często .. raz w roku samolotem i ciągle samochodem :-) Po prostu pakowanie zaczynamy odpowiednio wcześnie. Bo ja to jestem z tych, że zawsze wszystko mam na wyjazdach i jak ktoś czegoś zapomni to wie, że ma się do mnie zgłosić ;-) Pakuję się tak żeby niczego nie zabrakło. WIęc na wyjazd gdzieś dalej to miesiąc wcześniej zaczynam to pakowanie haha no tak .. tak to jakoś wygląda :-) i potykam się o te walizki potem przez 30 dni ;-) POzdrawiam CIę Edytko i twoich chłopaków :-)

      Usuń
    2. Miesiac to ja sprzatam jak skas wracamy :) I raczej sie potykam o te, rzeczy, ktore przywiezlismy.
      No my bylismy dzisiaj spontanicznie na sankach, maz zabral: jedna 10 cm kielbaska (gruba) na obiad i pol bochenka chleba. Dalismy rade ;) Pobilismy wszelaki rekord w wybraniu sie z dzieciakami na wycieczke. Na dodatek ja myslalam, ze jak sie zasypia schodzac z lozka to jest cos, ale dzisiaj mlodszy pobil wszystko - usnal mezowi na ramionach jak pedzili z gorki na sankach (nie jakos tak monotonnie byl ciagniety), wymieklismy - po raz pierwszy wykonczylismy dzieciaki zanim one nas zdazyly ;)
      Znaczy sie tez jestesmy wykonczeni, bo gora, z ktorej zjezdzalismy jednak jest dla wiekszych dzieci :) Ale i tak nic, pewnie za tydzien nie bedziemy juz pamietac i znowu sie wybierzemy :)

      Usuń
    3. hahahahahahahhahahahahhahahahaha no nie mogę no!!!!!!! usnął jak zjeżdżał na sankach hahaha :-)))) Super historia :-)) Muszę Julicie mojej opowiedzieć :-)) A my cały dzień dzisiaj przewalamy się na sofach i gramy sobie i układamy klocki a tata tworzy ścianę z drewna w jednym z pokoi :-) taki dzień domowy mamy :-) Pozdrawiam :-)

      Usuń
  27. Pięknie Iwonko, cudowny ten Wasz świat, cudowna Ty, a ja jak zwykle wzruszam się jak głupia i szybko powiekami mrugam co by te łzy znów strumieniem nie wyleciały bo przecież ileż można:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no nie Ola?? Ileż można?? Przecież nie da się ciągle ryczeć! ;-) A mi się wydaje że ja ostatnio to ciągle.. i ciągle. :-) Pozdrawiam was :-)

      Usuń
  28. Masz cudne coreczki :)Jest tak jak powinno byc :) Szczesliwie ,wesolo :) Czasami ciezko dzien przetrwac ,ale jak juz nadejdzie wieczor i te nasze dzieciaczki buzki wyciagaja na dobranoc to o wszystkim zlym sie zapomina w mig :) Milej niedzieli Ci zycze :) Pozdrawiam Agnieszka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja Ciebie też pozdrawiam i miłej niedzieli życzę :-) choć u mnie wciąż sobota i to słoneczna :-) Czasami ciężko.. czasami lżej.. ale za to potrójnie wesoło i potrójnie dumnie, potrójnie cudowniej :-) Bardzo szybko zapomina się zakupy w markecie jak wieczorem śliczny rysunek czeka na nas :-) Pozdrawiam :-)

      Usuń
  29. Takie to uroki bycia mamą. Ciągle w biegu, zimna kawa to standard.
    Zaczęłam odpisywać wczoraj na twój post, aż tu Asia zaczęła marudzić, ja do niej z termometrem... 40 stopni. Najgorsze to czuwanie nocą.. i nasłuchiwanie, czy oddech jest już normalny czy nadal szarpany, niespokojny. Okłady i ten strach... oby to nic poważnego.
    O 4 nad ranem dołączyła do niej Zuza... weź tu się kobieto teraz sklonuj najlepiej.
    Tak noc minęła, między jednym syropem a drugim, okładami i zmianą zapoconych piżamek.
    To ta gorsza strona macierzyństwa, gdy lęk o dziecko nieustannie kłębi się w głowie.
    Są i zabawne sytuacje. Julitko pamiętam jak taka jedna szalona kąpiel do salonu mi przeciekła i nie obiad mi się zmarnował, ale wielka plama na suficie na Wielkanoc mnie straszyła ;). Zjazd w misce po schodach i spora dziura w ścianie, czy te zabawy w kopciuszków, gdy nie wiedziałam czy za aparat łapać, czy ręce załamywać nad tym co one mi z kuchnią zrobiły.
    Masz dziewczyno wesoło i cudne są te twoje pociechy. Pozdrawiam bardzo serdecznie. Iza

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam wesoło i radośnie i czasem jest lęk, złość, bezsilność..ale więcej jest tych pięknych chwil :-) Pozdrawiam Cię Iza i do usłyszenia :-))

      Usuń
  30. Haha ale u Was wesoło, to prawie tak jak i u nas...Dzieci są taaak mądre...ach ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no nie? :-) i potrafią tak dobrze swoich główek używać :-) oczywiście wtedy kiedy trzeba :-) Pozdrawiam Kasiu :-)

      Usuń
  31. Moje dziecię już dorosłe, ale miło i ze wzruszeniem czyta się takie historie.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też Cię pozdrawiam Rozalio :-) Mówiłam już to, ale masz przepiękne imię :-)) Uwielbiam! :-)

      Usuń
  32. ale czaderski wpis!!!!
    Iwonka normalnie uwielbiam Cię czytać!!!!
    romka

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy pozostawiony komentarz :)