29 grudnia 2013

The World doesn't work that way



To będzie bardzo długi post …. 

Ile razy słyszeliście o tym, że szczęścia należy poszukać w sobie najpierw a potem można go odkrywać gdzie indziej?
Ile razy słyszeliście, że wszystko zależy od nas samych? 
Że nasze życie jest dokładnie takie, jak na nie pracujemy. 
Że najpierw trzeba poradzić sobie z samym sobą, by poradzić sobie z życiem.
Ile razy? Na którym blogu? w jakiej książce? Od której przyjaciółki?
Ile razy na tym blogu? Na tym blogu… no na tym blogu to z pewnością wiele razy.
Bo ja w to wierzę tak mocno, że aż mnie ściska w dołku jak ktoś próbuje mi udowodnić, że jest inaczej.
I wierzę, że to właśnie JA a nikt inny i nic innego nie jest w stanie zbudować mojego szczęścia i życia z jakim będzie mi dobrze. Oczywiście nie że idealnie, ale wystarczająco dobrze.

I dziś po długich odwodzeniach samej siebie od tego tematu, pytania samej siebie - a po co? a nie ma sensu.. a komu to się przyda? - postanowiłam jednak o tym napisać. Nie wiem czy coś mi z tego wyjdzie ale spróbuję opowiedzieć wam, jak mój świat działa i na czym polega. 

Szczęście. Za którym biegniemy. Które gonimy. Obijamy się o połamane ławki i potykamy na wyszczerbionych chodnikach w podążaniu za nim. Porzucamy. Zdobywamy. Zazdrościmy tak mocno, że aż chce się nam szybciej biec. 
Szczęście, którego w dodatku nie można złapać i schować w torebce na gorsze chwile. Złapać i powiedzieć: ufff, mam! 
Biegniemy po omacku. Niby do celu, ale tak naprawdę wyrazistość tego celu jest mętna. Bo albo mamy wyczucie i nam się uda albo niestety pomyliliśmy się, a że mamy już 60 lat to … to co ja będę na stare lata zawracał…
Bo można całe życie biec i nie dobiec. Całe życie się szarpać i nie wyszarpać niczego co nas zadowoli.

Wiecie,że ja kiedyś uważałam że wyszorowany dom da mi spełnienie? Że dzieci, które stoją jak trusie u boku rodziców są niesamowicie dobrze wychowane i " takie grzeczne" i że jak się to robi??
Uważałam, że nikt nie musi wiedzieć, że jestem głupia, więc będę udawać mądrą. I z tej mojej mądrości wychodziła czasem bardzo śmieszna przemądrzałość. No niestety. 
Całe życie chciałam komuś coś udowodnić. Nigdy sobie. Zawsze komuś. 
Biegłam DLA Taty, Mamy, Sąsiadów…. i jakoś mało dla siebie.

Kiedyś nie zadawałam sobie pytań. Szłam wiedziona trendami albo oczekiwaniami innych. Albo ot tak, bez celu. 
Nie pytałam, czy ja chcę mieć lśniący dom, czy tylko chcę żeby lśnił jak wpadnie przyjaciółka czy mama. 
Nie pytałam czy chcę pracować zawodowo dla siebie, czy społeczeństwa, które moją wartość szacuje na tej podstawie. 
Nie pytałam czy chcę by moje dzieci miały dobre oceny i wygrywały konkursy bo wtedy może będę lepszą matką w oczach mojego otoczenia, czy może chcę mieć dzieci szczęśliwe, i wystarczająco dobre w swoich zdolnościach i swoich słabościach.

W momencie gdy zaczęłam pytać, zaczęłam rozumieć więcej. Zaczęłam z innej strony przyglądać się życiu. Wiele rzeczy stało się zadziwiająco jasne. 

Ja jako nastolatka, młoda (niegdyś ;) ) kobieta, uważałam że świat jest przede mną. Że życie jest przede mną. Że stoję właśnie na progu i wychylam głowę i mogę iść gdzie chcę i gonić za czym chcę. Oto otwierają się wrota i kula ziemska staje przede mną otworem. Pomyślcie jaka to jest perspektywa szalona dla młodego człowieka. Poczucie, że oto ogromny świat a ja idę go podbić.
Szkoda tylko, że nie przyszło mi do głowy że nie tam powinnam zacząć. Że świat nie zaczyna się na tym progu, ale we mnie samej, i to tam najpierw powinnam dokonać podboju. 
Bo jak w środku siebie wszystkiego nie poukładam, to ciężko mi będzie poukładać cokolwiek innego. 

W sobie mamy początek i koniec świata - jakie to banalne. Jakie to oklepane. Srutu tutu takie rzucane tu i ówdzie. 
Połowa z was tak myśli. I ja nie mówię, że to myślenie jest złe czy dobre. Jest takie, jakie chcemy żeby było.
Skoro myślimy, że nie mamy wpływu na życie, i to los nami rządzi, to nie podniesiemy się z fotela do działania, bo nie ma sensu, jak i tak los zrobi co zechce.
Ale jak postanowimy zawalczyć, to czy nasze szanse będą siedemdziesięcioprocentowe, czy dwuprocentowe to będą większe niż gdybyśmy mieli pozostać w fotelu. Będą większe niż zero. 
Dwa różne podejścia i dwie różne drogi życiowe. I do każdej taki sam dostęp. 
I zadając sobie pytanie, co wybieram, natychmiast znałam odpowiedź. Bo ta odpowiedź zawsze we mnie była. Tylko skąd miałam wiedzieć, skoro nie pytałam…

Od tamtej pory pytam. Ciągle ze sobą rozmawiam. Mniej poszukuję w szerokim świecie, w oczach sąsiadów, a więcej we własnym wnętrzu. I te odpowiedzi mnie zaskakują niejednokrotnie. I to ogromnie zaskakują. A przecież one płyną ze mnie samej! Zadziwiające to było odkrycie i bardzo motywujące. 

Każdy zada sobie inne pytania. I każdy inaczej na nie odpowie. Bo nie ma jednej dobrej odpowiedzi i jednej dobrej drogi. Każdy będzie szczęśliwy z czym innym. Ważne by był zgodny ze sobą. I tu zaczyna się tak zwane szczęście.

Bo dla mnie szczęście to nie jest stan. To jest poczucie.
Poczucie, że wszystko jest na swoim miejscu. Że wkoło panuje jakiś przejmujący spokój. Że mogę szarpać się z wredną szefową, ale nie szarpię się ze samą sobą. Że spadają na mnie nieszczęścia, te na które wpływu nie mam, ale obok stoję ciągle ta sama ja. I ta sama ja podejmę wysiłek o byt, w oparciu o swoje przypuszczenia i wnioski. 
I okazało się, że dokładnie o to mi w życiu chodziło. By mieć ten wewnętrzny spokój. Bezpiecznie śmiać się i bezpiecznie  płakać. I nie musieć już ze sobą walczyć. 
I to jest dla mnie szczęście.  A przynajmniej dobry jego początek. 

Kiedyś myślałam na przykład, że pieniądze, które dostawałam bez okazji od bliskiej osoby, dają mi spełnienie, radość, dają mi szczęście. A tak naprawdę po przeanalizowaniu, zrozumiałam, że dają mi przede wszystkim ból głowy. Brak poczucia własnej wartości. Brak szacunku do siebie samej. Ogromnie ciężko było nie brać. Ogromnie trudno zrezygnować z tej  radości. Bo przecież to była radość i to jaka! ale czułam że nie do końca, bo za każdym razem okupiona wyrzutami sumienia. 
Strasznie ciężko było powiedzieć STOP. NIE CHCĘ. Ale wiedziałam, że wewnątrz czuję, że tak właśnie powinno być. 
I dziś jestem wolna. Nie mam tego co miałam kiedyś, ale mam coś cenniejszego. Szacunek do samej siebie. A on wart jest każdego centa. Jestem dużo szczęśliwsza mając mniej materialnych dóbr a dużo więcej tych duchowych. 
Ale podkreślam, że to jest moja droga. Bo przecież są ludzie, którzy nie mają takich dylematów. Tacy, którym wydają się śmieszne te moje rozterki. Każdy czuje co jest dla niego dobre, co go rozwija, a co go od środka wyniszcza. Ja czułam to wyniszczenie i postanowiłam uchwycić się leżącego sznurka i za nim iść iść… i dojść tu gdzie jestem teraz. 

Tak samo, przez bardzo długi czas motałam się w wyborach biznesowych. I to chciałam, i tamto… a może to. Zawsze na pierwszym miejscu były pieniądze. Muszę mieć biznes i na nim zarabiać. To jasne, bo kto nie chce zarabiać otwierając firmę?? Co więcej, każdy zarabiać musi bo dzisiejszy świat jest oparty na konsumpcji. Zdobywaniu i wydawaniu pieniądza. 
I szukałam, analizowałam, wyliczałam, rwałam notatki…. 
Ale nigdy nie zastanowiłam się tak głęboko, co chciałabym robić. Tak odkładając sprawę pieniędzy na drugi (a nawet setny) plan, tak czysto teoretycznie. Więc zapytałam siebie samą i natychmiast znalazłam odpowiedź. W jednej minucie. Zawsze chciałam pisać. Od dziecka. Od kiedy pamiętam. Od zawsze!
Ale przecież to nie daje pieniędzy… zajmie mi czas a i tak zero zysków. I porzucałam te myśli rozczarowana, że nie można połączyć jednego z drugim. 
Aż pewnego letniego dnia wpadłam na pomysł, żeby pisać nie dla zarobku ale dla siebie. W wolnym czasie, wolnej chwili, z poczucia ogromnie mocno we mnie osadzonej pasji. 
I nagle olśnienie: Boże, dlaczego wcześniej na to nie wpadłam???? Przecież kocham pisać! Potem dylematy, czy bardziej dla siebie, czy dla ludzi itd.. każda odpowiedź przybliżała mnie do tego bloga, który teraz czytacie. I który od początku będąc ogromną pasją, rozwijał mnie jako człowieka, jako słuchacza, jaka pismaka (haha ale słowo) i jako kobietę. Rozwinął mnie również jako bizneswooman (kolejne słowo z przymrużeniem oka ;) ) bo robiąc to co kocham wpadłam przy okazji na to, jak wykorzystać to do celów biznesowych. 
Znacie przypadki, gdy kobieta mocno stara się o dziecko i nie może zajść w ciążę, ale jak przestanie się starać raptem w ciążę zachodzi? Takie przypadki, choć pojedyncze, są. Tak samo ja. Przestałam oglądać się na zarobek, zaczęłam robić, to co tak kocham…. i jakoś wszystko potoczyło się jak kula śnieżna zbierając po drodze coraz to większe pokłady siły. 
I to wszystko takie niespodziewane. Takie niezaplanowane. Tyle nowych, nieznanych horyzontów odkrytych. A ja przecież tylko zaczęłam robić to, co kocham….


Piękne jest to, że możemy. Że mamy w sobie kopalnię wiedzy. Że mamy w sobie wszystko. Każdy najmniejszy element, potrzebny do zbudowania naszej własnej drogi do szczęścia. 
Tylko trzeba zacząć od szczerej rozmowy z samym sobą. I nie wstydzić się tego, czego się o sobie dowiemy. 

Ja długo nie chciałam przyznać się do tego na przykład, że lubię luksus. Że oprócz tego, że kocham wiejskie chaty i czosnek wiszący w kuchni nad głową, lubię też luksusowe wnętrza. I wakacje spędzone w dobrym hotelu. Bo to wstyd był dla mnie, że może w oczach innych jestem rozpustną Divą. No ale przecież trochę jestem! To co ja mam sobie zaprzeczać?
Uwielbiam zwiedzać stare miejsca. Odkopywać stare skarby. Używać po kimś kredensu z historią. Ale też marzę by zobaczyć Hollywood. Nie muzeum historyczne w Los Angeles, a Hollywood! Bo może uda mi się zobaczyć jakąś zbłąkaną gwiazdę kina! I czego ja mam się wstydzić? Taka jestem. Mam najnowszy model telefonu, w którym mogę pisać po ekranie i odbierać rozmowy w zegarku ;) ale mam też stare filiżanki po babci, których dotykam z ukłuciem w sercu. To ja.
I jak będę nieszczera, to będzie mi z tym źle. Więc staram się…. 


Moje życie prawdziwe. Na które pracuję każdego dnia. I z którego czerpię każdego dnia. I po które idąc i zaglądając w zakamarki, jestem świadoma, że może się nie powieść.

I na nic nie mając gwarancji. Nie wiedząc czy się uda. Idę dalej. 
Bo pytając siebie, czy chcę podejmować kolejną próbę? Czy chcę dowiedzieć się co z tej próby wyniknie? 
Odpowiadam - tak. 
Bo czuję, że wyniknie zdecydowanie więcej, niż z siedzenia na kanapie…

I taka to historia. 
I taki to skarb. Który każdy z nas nosi w sobie. 
























The world doesn't work that way - czyli - świat nie działa w ten sposób.  To słyszałam setki razy. 

Udowodniłam jednak sobie samej, że świat działa dokładnie tak, jak zawsze chciałam. 
Bo ja jestem jego uczestnikiem i każdy mój krok ma znaczenie. I moje spojrzenie ma znaczenie. 
I moje pojmowanie. I moja na niego wrażliwość. I moje….. 
…. no właśnie. 


iwona wiśniewska



Gdyby ktoś się zastanawiał to moje dziecko na śniegu z gołymi nogami i w piżamie to tak "niechcący mamusiu, bo pieska goniłam" :) ale było bardzo bardzo ciepło :) 
Przepyszne karmelki na którymś ze zdjęć są z Domu Where Life Happens chyba nawet podany jest tam na nie przepis :) Warto sobie zapisać, bo są naprawdę dobre! Ja nie muszę zapisywać bo co roku na święta dostaję w prezencie :)

Ależ ten post dłuuuugi i zagmatwany ;) ale i tak publikuję bo jednak trochę szkoda byłoby nie!

82 komentarze:

  1. No właśnie tego mi było trzeba..... po raz kolejny było mi trzeba Twoich mądrych słów!!! Ostatnio staram się iść przez życie bardziej hmmm świadomie, bardziej po mojemu ;-) i to faktycznie się sprawdza. Odnalazłam szczęście i zadowolenie, którego tak długo szukałam!
    I musze napisać, po prostu muszę - uwielbiam jak piszesz!!!! Nie przypuszczałam, że przez Internet poznam tyle mądrych kobiet, które tak wiele wniosą do mojego życia.
    Sylwia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sylwia bardzo się cieszę :) Sama nie wiem z jakiego powodu. Ale pewnie to zdanie że uwielbiasz mnie tak ucieszyło :)) Dziękuję Ci :)

      Usuń
  2. Zgadzam się z Tobą w całej rozciągłości postu . Człowiek powinien żyć w zgodzie z samym sobą . Wtedy ma szansę na szczęście. Pozdrawiam z Grajewa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I ja pozdrawiam Grajewo :)) To życie w zgodzie ze sobą nie jest takie proste! ale ogromnie warte wysiłku :)

      Usuń
  3. Oj, kochana, mam identyczne podejście do życia, do siebie jak Ty... I dużo łatwiej z takim podejściem jest żyć, prawda? Wiedząc, że wszystko zależy tylko od nas :))) Można przesiedzieć tydzień na kanapie zbierając siły, aby potem ruszyć zdobywać świat i spełniać marzenia z impetem bomby wodorowej :)))
    I tak mi żal tych ludzi, którzy wegetują w przekonaniu, że nic nie zależy od nich... czekających na szczęście i na uśmiech losu, które nie przyjdą nigdy, bo przecież najpierw trzeba uśmiechnąć się do siebie w lustrze...

    I jak zwykle, cudowne, inspirujące zdjęcia! Aj, czy i u nas tez mógłby popadać już śnieg? :)
    Ściskam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przepiękne to zdanie z tym uśmiechnięciem się w lustrze… Wiesz, jak komuś na tej kanapie dobrze, to i mi dobrze. Każdy idzie tam gdzie chce iść. Może są tacy co wolą tak na tej kanapie…. tylko zastanawia mnie, dlaczego wtedy narzekają?? ale może kiedyś i to zrozumiem ;)

      Usuń
  4. Ja uwielbiam ją ją ona tam jest i pisze dla mnie. Iwono otwieraj mi oczy jak najczęście

    OdpowiedzUsuń
  5. Przeczytałam. Połknęłam. I uroniłam łzę.... Jestem w pracy. W pracy, której nie lubię. Płaczę choć nie powinnam, bo przecież obok są ludzie. Jestem tą, która nie spełnia swoim najskrytszych marzeń, marzeń z dzieciństwa, marzeń z już dorosłego życia. Bo coś kiedyś się stało, coś zaważyło na całym życiu, coś na co nie miałam wpływu. Zdrowie. Jego zabrakło. A potem... Potem wybory nietrafione. Bo takie własnie miały mi dać środki do życia. Potem jest teraz. Są dzieci i ja - mama. Nie ma taty. I boję się, ze za chwilę będzie za późno, aby cokolwiek spełniać.
    Lucy powiedziała - "wejdź na blog Iwonki i przeczytaj". Zrobiłam to.
    Spróbuję dać sobie szansę. Choć 5 procent. Mimo iż boję się utraty środków do życia. I ta kasa, którą ktoś mi daje. Pisałaś o tym, więc wiesz jak się czuję. To boli. Tracę poczucie własnej wartości. Chcę to zmienić. Bardzo.
    Przeczytam Cię raz jeszcze. Może nawet pięć razy. Albo siedem.
    I zbiorę się w sobie. I porozmawiam z moją młodzieżą.
    Chcę robić coś innego niż to co robię. Nie jestem szczęśliwa. A tak bardzo chcę być.
    Czuję, ze to ostatni dzwonek. Za chwilę skończę 42 lata.
    Muszę o tym napisać. Na blogu. On jest miejscem moich wszystkich myśli.
    Iwona... dziękuję.
    Monika.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Monika ale zobacz tylko… zobacz, że nie przeczytałaś tego postu i nie machnęłaś ręką! zatrzymałaś się, zastanowiłaś… czy to nie jest wielki krok??? jest! Ty już zaczęłaś iść tą drugą, którą zamierzasz pójść! :):) a nawet pewnie o tym nie wiesz! już zrobiłaś pierwszy krok w grząski teren. Mocno trzymam kciuki Monika!!! Łatwo nie będzie… nigdy nie jest.. ale wierzę, że uda się :)) trzymaj się dzielna dziewczyno!!

      Usuń
  6. Pisz Kobieto i nie przestawaj !!!
    To taki lek dla duszy i wskazówka na zakręcie ... :-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Na moim blogu również znajdziesz teksty typu: "Wszystko zależy od Ciebie", dlatego że w to wierzę, czuję i wiem, że tak jest! :)

    OdpowiedzUsuń
  8. a potem tak dziwnie własna Mama na mnie patrzy " Ja Cię nie poznaję Dziecko?"
    a ja dziwnie zerkam na nią, bo przecież to JA!!! o co Jej chodzi....i Twój blog Iwonko duza role w odkrywaniu mojego Ja odegrał...gdzies kiedyś nakrzyczałaś , że zwątpiłam, innym razem do zadawania pytań zmobilizowałaś, jeszcze innym razem odetchnąć z ulgą pozwoliłaś....i teraz, wspaniały wpis na koniec starego roku a nowego początek...dziękuje:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ala ale to nie Ja tylko Ty! :):) TY sama pracujesz na siebie :) Ale miło mi że o mnie wspominasz ;)

      Usuń
  9. Dawno się nie odzywałam na temat tematów, które podejmujesz, bo pomimo zbieżności spojrzenia na świat, moje komentarze pod względem jakości urągałyby Twoim przemyśleniom. Jak zwykle przejmująco i dogłębnie podsumowujesz życie. Moja samoświadomość dopiero po trzydziestce osiągnęła coś na kształt wewnętrznej harmonii, o której dzisiaj wspominasz, lecz jeszcze daleko mi do spokojnej pewności tego, że moje szczęście to tu i teraz, bez wiecznej pogoni za schematami.
    Wszystkiego dobrego, tak zwyczajnie i po prostu, w Nowym Roku i w każdym kolejnym!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lucy, a ja dziękuję Tobie, że mnie tu przygnałaś. Może jak przeczytam razy siedem to uwierzę, że mogę.

      Usuń
    2. Lucy, zupełnie nie potrzebnie nie odzywasz się na temat tematów :):) Każdy komentarz jest dla mnie ważny i nad każdym się zastanawiam! więc nie pisz mi o "urąganiu" bo zaraz kogoś pogryzę (ze złości haha) a dzieci mam najbliżej ;)) U mnie grubo po trzydziestce nastała harmonia.. i to pewnie nie taka do końca bo nie czuję, że już mam ten stan idealny ale wiem że mam dobry początek :)

      Usuń
    3. postaram się dawać znak życia częściej, ale taka nijaka ostatnimi czasy (miesiącami) jestem, płytkość myśli mnie zalewa

      sun, już trochę cię znam :)

      Usuń
    4. Nie nie, nie o to mi chodziło ;) nie namawiam na częstsze komentarze tylko mówię, że bez stresu proszę :) i że jak chcesz coś napisać to pisz i nie myśl o tym urąganiu ;)

      Usuń
  10. Iwonuś,
    Jesteś pierwszym i jedynym "pismakiem" którego podczytuję ;)
    Na więcej niestety nie mam czasu , choć z pewnością wiele jest wśród Twoich Odbiorców ( i nie tylko) wspaniałych "blogo-pismaków" -
    (hehe, to już moja wersja Twojego "pismaka")
    ;)
    Los chciał,że trafiłam akurat do Ciebie i na kawusię wpadam, czasem pukając i czekając aż otworzysz (komentarzem) , a czasem goszczę się bezszelestnie, cobyś nie musiała "sprzątać" na moje przybycie i po wizycie (zwłaszcza)
    ;)
    Pisz więc Dziewczyno, bo DAR ku temu masz wielki!

    A co luksusu i warkoczy czosnku w wiejskich chatkach...
    Równowaga jak najbardziej wskazana, dlatego i ja próbuję zachować z d r o w e proporcje w domu i w życiu ogółem ;)

    Ps-
    "Ale też marzę by zobaczyć Hollywood. Nie muzeum historyczne w Los Angeles, a Hollywood! Bo może uda mi się zobaczyć jakąś zbłąkaną gwiazdę kina! "

    No jakbym siebie słyszała /czytała ;))

    Nie ma się czego wstydzić, mówi Ci to tęskniąca za nim od dziecka 38 latka ;)))

    ***
    Pozdrawiam serdecznie życząc przede wszystkim Z D R O W E G O Nowego Roku!

    Marzena



    OdpowiedzUsuń
  11. Iwonko, wiesz ja czekałam na taki twój tekst. Nie poznałyśmy się jeszcze w normalnym życiu (jeszcze ;)) ale wyobraziłam sobie ciebie jaka kruchą laleczkę, księżniczkę taką delikatną. Piękna kobieta trochę taka jak nie z tego świata, bez problemów wielkich, otoczona tylko fajnymi ludźmi, stąpająca ubitą ścieżką przez życie. Dziękuję ci za ten post, bo nadal widzę w wyobraźni delikatną piękną kobietę, ale jednak mocno z tego świata, taką która i czasami w rękawicach bokserskich i ostrym słowem na ustach walczy o swoje. Która popełnia błędy i nie zawsze jest idealna. Dziewczynę, która musiała szukać swojego ja, walczyć o nie.
    Jesteś dla mnie nadzieją, że ja też wreszcie znajdę w sobie siły by zapytać się siebie samej czego chcę, że ja zewnętrzna i wewnętrzna przestanie się ze sobą spierać o głupoty, choć wiesz co? chyba powoli zaczynam się z sobą dogadywać a to chyba dobry znak.
    I wiesz co jeszcze, to pisanie. Jak ja lubię zatracić się w zeszycie, albo w półmroku śpiesznie zerwać się z łóżka: nic, nic takiego mszę tylko coś zapisać, bo zapomnę.. śpij ja za chwilę wrócę. I wracam a budzik właśnie głośno krzyczeć zaczyna i dzieci wstają... a ja się nie kładłam ...

    Iwonko ja muszę mieć taką tabliczkę, więc chyba pora ruszyć się i wyjąć pędzle z szafy i zmajstrować tabliczkę o tym wczorajszym wypucowanym domu, bo do tego też właśnie dorastam :)
    Kochana moja Porcelanowa Laleczko o sile smoka, uściski ślę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Iza ten komentarz jest tak piękny że muszę go sobie chyba wydrukować :)) na gorsze chwile tak ;) Laleczka o sile smoka haha :):) ale coś w tym Iza jest. Bo ja jestem bardzo porcelanowa, lubię ładnie wyglądać i lubię jak mi się ludzie przyglądają ;)) ale też ogromnie łatwo mnie uszkodzić, pobić.. a jednocześnie mam w sobie tę siłę! To niesamowite jak trafnie mnie tu określiłaś… no niesamowite :) Iza i jeszcze coś, ja ciągle mam wrażenie, że Ty siebie nie doceniasz. Że ciągle o coś się siebie czepiasz! a przecież warto spróbować polubić :) a nawet pokochać! :)

      Usuń
  12. Motywator na Nowy Rok. Zapisać w "ulubionych" i stosować...Recepta doskonała, aczkolwiek wiem, że czasami jest trudno. Szczególnie trudno kiedy się człowiek wychowa w systemie 'bo co ludzie powiedzą". WIEM jednak, że warto. Uczę się. Zaglądam w siebie. I pytam co dobre dla mnie, dla moich dzieci. Nie ganię siebie jak coś nie wychodzi moim dorastającym dzieciom. Już wiem, że to nie moja wina, a konsekwencje ich czynów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No bardzo trudno jest iść po swojemu jak człowiek przyzwyczajony jest do czegoś innego i wychowany w innych realiach. Czasem jest tak trudno że aż boli. Ale ja już wiem, że warto podjąć o siebie wysiłek… i że nigdy nie jest za późno :)

      Usuń
  13. A ja nadal czekam na Twoją książkę :)))
    Ja się cieszę i dumna jestem z siebie, że dość szybko zorientowałam się że chcę robić wszystko co robię dla siebie, a nie dla innych, nie dlatego że wypada. I tym sposobem nie mieliśmy ogromnego wesela, bo nie wypada nie zaprosić ciotki czy innej kuzynki, długo toczyłam wojnę, ale się udało :D Jeśli nie mam ochoty gdzieś iść lub czegoś robić, to tam nie idę i nie robię i nie mam zamiaru się tłumaczyć. W domu mam częściej bałagan niż porządek, jest czysto ale są i zabawki porozrzucane i tkaniny i maszyna też ;) i mi to nie przeszkadza :)))
    Buziaki
    Monnika

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Monika to ja gratuluję :)) bo niby to takie oczywiste i proste.. iść gdzie chcesz a nie iść gdzie nie chcesz.. a jednak to najtrudniejsza rzecz w dzisiejszym świecie! Ja idę idę i próbuję dojść i zobaczymy gdzie dojdę ;)

      Usuń
  14. Piękny post, mądry.
    Odnaleźć właściwe dla siebie ścieżki w życiu i szczęśliwieć każdego dnia bardziej i bardziej...
    Przeszłam długą drogę, ale dowiedziałam się o sobie więcej i z tego się cieszę
    Pozdrawiam Cię i życzę pięknego Nowego Roku :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też życzę pięknego Nowego Roku :) I pozdrawiam! :)

      Usuń
  15. Każdy akapit Twój to taki luksus dla mnie do skomentowania. A wiesz czemu luksus-bo sobie wczoraj tak myślę i wymyśliłam, że ja to tak wygłaszać lubię, debatować, rozprawiać, recenzować, komentować. I z mamą akurat gadałam i mówię: wiesz co mamo ja to bym księdzem być chciała, takie kazania z ambony wygłaszać :p albo może, może tym-politykiem, tam tez chyba z tej mównicy gadać swoje rozprawy można :p albo może komentatorem być, albo audycję w radiu mieć :p. I choć te gdybanie o tych kazaniach itp. to z przymrużeniem oka takie było, to jednak sobie sobie uświadomiłam, że ja komentować lubię ;) I stąd ten luksus z akapitów Twoich dla mnie, bo możliwość skomentowania Twoich postów jest taką cząstką realizowania tej mojej pasji komentatorstwa :D I choć akapitu dziś żadnego nie skomentuję to komentarz jest-jest:p, a ile radości mam z tego, że mogę go zamieścić. Albo nie dwa zdania chociaż jeszcze dodać muszę bo się uduszę ;) Ja akurat na te Twoje dziecko w piżamce uwagę zwróciłam, ale nawet tych gołych nóżek nie zauważyłam, bo na krówkach się skupiłam i na tym piesku co go zagonić było trzeba, bo on taki uroczy, taki do mojego podobny, a ja w moim jestem obłędnie zakochana ;) więc na to zdjęcie na schodach, gdzie Clara chyba zostać mu każe z wielkim uśmiechem się gapię:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hahaha Lucy ksiądz albo polityk albo radiowiec ;)) A może Lucy Ty po prostu lubisz pisać… :)) Bardzo cieszę się, że tu bywasz i że komentujesz i że takich fajnych ludzi tutaj u mnie pełno :) Pięknego roku 2014 Lucy! :)

      Usuń
  16. Uwielbiam czytać Twoje notki na blogu. Często czuję to samo co Ty i miło mi się to wszystko czyta :) Jadąc do pracy, zawsze mijam drogie domy, mieszkania, przejezdzam przez najbogatsza część Londynu i ZAWSZE wyobrażam sobie siebie, siedzącą na pięknej kanapie, w przytulnym, gustownym mieszkaniu.. z lampką obrzydliwie drogiego wina.. i jakoś tak nie kryję się z tym, że po prostu chciałabym tak żyć.. łatwiej mi o tym mówić, niż ukrywać to w sobie..
    Może kiedyś będzie mi dane zasmakować takiego życia. Póki co marzy mi się zobaczenie NY, Waszyngtonu, Hollywood i innych miejsc w USA. I wiem, że te marzenia się spełnią :)

    Wszystkiego Dobrego w nadchodzącym NOWYM ROKU!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu i Tobie też! Tego Nowego Jorku i tego Waszyngtonu i tej kanapy Ci życzę :)) Choć czasem szczęście to co innego niż nasze marzenia. Czasem szczęściem jest pogodzenie się z tym, że na tej kanapie z tym winem nie będę siedzieć i okazuje się potem, że to wystarczyło by poczuć się wreszcie szczęśliwym człowiekiem.. to zrozumienie wystarczyło. Ale u każdego jest inaczej.. trzeba to jakoś umieć odkryć w sobie i nie bać się podążać … Pozdrowienia :)

      Usuń
  17. Wcale ten post niezagmatwany Iwonko. Wcale. On taki prawdziwy jest. Jakby też i o mnie. Jakby ktoś te wszystkie myśli, wnioski i dylematy z głowy mi wyjął i upublicznił. A przecież ja cała, taka prawdziwa to też one. Stojąc dziś na rozdrożu (utrata pracy i ryzyko straty mieszkania) zadałam sobie też już takie pytania. Znam odpowiedzi. Wiem, czego chcę i wiem też, co już mi się udało, Wiem już od dawna, że dom dla mnie a nie ja dla domu, więc na lodówce wisi dość pokaźnych rozmiarów tabliczka "mój dom lśnił czystością w zeszłym tygodniu, szkoda że to przegapiliście". Znajomy sens, prawda? Umiem bez problemu odmówić, kiedy coś mi nie pasuje, powiedzieć, że coś mi się nie podoba. I do tego też doszłam. Wiem, co jest ważne i tego tez uczę mojego syna. Ale są jeszcze inne rzeczy niestety... Wiem, co chciałabym robić, tylko... co z tego, skoro na chleb nie zarobię? A może jeszcze nie dojrzałam bo skoro się wciąż boję...? Ale na pewno wiem też, że nade wszystko chcę być wolna, od strachu i lęku o jutro. Dlatego dziękuję Ci za ten post. Twój przecież ale też "mój" jakby, bo o mnie....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdy czuje gdzie w danym momencie może iść a gdzie jeszcze nie teraz.. każdy jest inny, indywidualny… trzymam kciuki i życzę Ci dużo …. no oczywiście SIŁY :) a napis na lodówce identyczny :) tylko w innym języku :)

      Usuń
  18. Hej Iwonko, wiesz, Ty to tu jesteś taką psychoterapeutką, dla mnie, zawsze coś znajdę do przemyśleń, do życia, do różnych chwil w życiu, i tak polecam Cię i polecam ciągle, jak najlepszy syrop babuni albo dobrą książkę, gdzie chce się kolejnego rozdziału. Dzięki, że piszesz, a z tego posta wiele zagarnę do siebie, bo warto, wiem, że warto - pozdrawiam i jeszcze lepszego tego Nowego Roku, zdrówka dla całej rodzinki :) Ola

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję!! i Tobie też Nowego Roku pięknego! :) z tym syropem to chyba przesada hahahahahha ale ogromnie mi miło, dziękuję! :)

      Usuń
  19. Ot co!!! Cała mądrość życiowa na jednej stronie... Nie trzeba szukać, nie trzeba pytać - wszystko jest. Wystarczy przeczytać, przemyśleć i wcielić w życie!!! Wsłuchać się w siebie...
    I niby wszystko już jasne, wszystko wiem, a jednak chyba odwagi brak... :( I o tę odwagę walczę! Trzymaj kciuki Kochana!!! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Karolina bo to że wiemy coś to jedno a czy mam dość odwagi to drugie… ja do swojej dojrzewałam długie lata..
      Dziękuję Ci Karolina za takie miłe słowa :)

      Usuń
  20. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  21. Szczere i czyste dlatego takie piękne,uderzająco piękne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aż uderzająco mówisz :)) a ja myślałam że takie chaotyczne, takie o nie wiadomo czym.. i pytam Marcina jak przeczytał: i co zagmatwane co? a on na to: no tak, ale nie nie, może być…….. hahahaha A dla mnie "może być" to tak jak - beznadziejne! ;) ale myślę sobie, trudno, pisałam to dwa dni więc publikuję ;)) Marta, miło Cię tu widzieć :)

      Usuń
    2. :0 ja tu jestem za każdym razem ale nie lubię za wielu śladów zostawiać ;)

      Usuń
  22. Na taki post czekałam :) Piękne słowa i chwila refleksji akurat na koniec roku. Właśnie dlatego tak lubię Cię czytać, bo jesteś prawdziwa, nie udajesz i dajesz nam tyle z siebie!
    Pozdrawiam Serdecznie
    Marysia

    OdpowiedzUsuń
  23. Wiele czasu mi zajęło żebym uświadomiła sobie , że osoby które napotykam na swojej drodze były mi przeznaczeniem, moim otrzymanym darem, prezentem od losu. Nie rozważam kto mi te prezenty robi czy ten najwyższy stawia ich na mojej drodze, czy ich przyciągam, czy los mnie tak obdarowuje. Teraz wiem jedno, że każda osoba przypadkowo napotkana, która mnie zainteresowała czy to swoją osobowością, przekazem swojej wiedzy , umiejętności celowo stanęła na mojej drodze. Iwonko Ty właśnie Ty jesteś jedną z kolejnych danych mi od losu-
    przeznaczenia,prezentów, który im bardziej poznaję, "rozpakowuję" w przenośni oczywiście - tym mam coraz większe przekonanie , że widocznie w tym momencie mojego życia ta drobinka o wielkim sercu, o wielkiej życiowej mądrości i sile ma mi coś uświadomić. Wiesz, że
    uwielbiam Cię czytać tzn Twoje posty . Każdy z nich ma te coś co zmusza do analizowania, swojego życia, postępowania. Powiem szczerze , że ten post otworzył już moje wielkie oczy jeszcze szerzej i stwierdzam, Kaśka ty to wszystko wiesz, ty też tak chcesz to czemu do jasnej cholery nie robisz nie wprowadzasz w swoje życie. Model wychowania nie wolno, nie wypada, co powiedzą inni. I wiesz co Iwonko dziś wiem
    po przeczytaniu twojego postu wczoraj z rana, wieczorem i dziś ponownego ( nie obyło się bez analizy całodniowej - zresztą z Tobą w myślach szłam spać, z Twoim postem oczywiście) co mnie obchodzi to co inni pomyślą, co mnie obchodzi czy wypada czy nie przecież wiem co wypada robić mi, a co, a dlaczego mi nie wolno być sobą. To ja mam być szczęśliwa, spełniona, mam być sobą taką jak ja chcę, a nie taką jaką chcą mnie widzieć, znać inni. Ja mam się sobie podobać, mam siebie lubić, mam być ze sobą szczęśliwa.
    Nim przeczytałam Twój post obmyśliłam sobie swoje postanowienie noworoczne " BĘDĘ WIĘKSZĄ EGOISTKĄ" , ale w tym dobrym znaczeniu, bo jeśli dam sobie więcej szczęścia, miłości, radości życia marzeń do spełnienia, zacznę się realizować w taki sposób jak zawsze chciałam, to będę taka dla wszystkich moich bliskich , przyjaciół , znajomych. Iwonko dziękuję Ci za każdy, post , za każde w nim zawarte słowo, dziękuję, że mogłam Cie spotkać na swojej drodze.
    Dziękuję również tym wszystkim, którzy tu zaglądają i piszą, dziękuję , że mogłam Was poznać tyko wirtualnie, ale mogłam i jeśli pozwolicie prześlę "Przepis na cały, udany rok 2014 rok"

    Wziąć dwanaście miesięcy,
    obmyć je do czysta z goryczy,
    chciwości, złości i lęku. •
    Podzielić każdy miesiąc na
    30 albo 31 części tak,
    żeby zapasu starczyło akuratnie na rok.
    Każdy dzionek przyrządza się oddzielnie,
    biorąc po jednej części pracy
    i dwie części wesołości i humoru.
    Dodać należy do tego trzy kopiaste łyżki optymizmu,
    łyżeczkę tolerancji, ziarno ironii i szczyptę taktu.
    Następnie masę tę polewa się
    obficie miłością.
    •Gotowe danie ozdobić bukiecikami
    drobnych uprzejmości i podawać je codziennie
    z pogodą ducha
    Udanego ucztowania w 2014 życzy Kaśka.

    Iwonko moc serdeczności w Nowym Roku 2014 dla całej rodzinki K.N

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasia dziękuję dziękuję dziękuję :) i Tobie też pięknego roku 2014!
      I jeszcze coś dodać muszę ;) bo ważne ogromnie jest to by byś szczęśliwym z samym sobą, by iść po swojemu przez życie, ale dla mnie jest ważne też to, by być szczęśliwym z ludźmi na około… czasem jest to niestety sprzeczność … i wtedy muszę pytać pytać i pytać.. co jest dla mnie ważniejsze.. czego chcę itd. Wiem, że póki co nie napiszę pewnego postu, czy rozdziału książki na temat na który bardzo chcę napisać.. ale ważniejsza jest dla mnie w tej chwili relacja niż moja chęć o tym napisania… mimo że pytając siebie odpowiadam - TAK chcę, to pytając czy chcę to zrobić drugiemu człowiekowi,mówię NIE. Dlatego we wszystkim trzeba szukać złotego środka.. początkowo to niezmiernie trudne, a potem coraz łatwiejsze ;)
      Jeszcze raz wszystkiego naaaaaaaaaaaaj :):)

      Usuń
    2. Iwonko wiem że żeby być szczęśliwym samym ze sobą trzeba być szczęśliwym wśród innych i z innymi, ale niekiedy to jest bardzo trudne, zresztą życie nie jest tak łatwe jak nam się wydaje. Chodziło mi o to, że zbyt zabiegałam o innych, zbyt mocno pragnęłam ażeby relacje były dobre , bardzo dobre, chyba zbytnio skupiłam się na szczęściu innych i się gdzieś pogubiłam, a może zbyt wiele oczekiwałam. Dlatego pisałam o tym by być szczęśliwą ze sobą znajdę ten złoty środek do tego by być znów szczęśliwym ze wszystkimi wkoło. Może za bardzo chciałam , ach ten mijający rok nastroił mnie nostalgicznie, zbyt dużo zaczęłam rozmyślać nad tym co jest co było. Może chciałam zbyt wielu uszczęśliwić, a nie czuję się spełniona.

      Usuń
  24. I znów mi się dużo napisało, ale zawsze byłam gadułą :) K.N

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a mi się napisało powyżej tak, że nie wiem czy Ty mnie zrozumiesz o co mi chodzi ;) dzieci mi na głowie siedzą (dosłownie) i jeszcze się kłócą, ciągle na tej mojej głowie ;)

      Usuń
    2. Chyba zrozumiałam , a może nie do końca, odpisałam powyżej, ale chcę żebyś uściskała ode mnie dziewczynki :) i ciesz się, że siedzą na głowie bo nim się spostrzeżesz będzie Ci tego później bardzo, ale to bardzo brakowało. Jak ja za tym tęsknię :) co Ty masz z nimi teraz ;)

      Usuń
  25. i znowu jesteś... jesteś jak na zawołanie...własnie dzisiaj kiedy moje niebo ugina się i zaraz na mnie spadnie... czy starczy mi sił ? czy udźwignę ? nie wiem..będę się starać...bo jest sens :)
    dziękuje Ci moja kochana :-*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Magda ogromu siły Ci życzę w nadchodzącym roku!! :)

      Usuń
  26. Chyba tego mi było trzeba na zakończenie roku... Roku który źle i smutno skończył się... Ale jak się czyta nawet tak zagmatwaną notkę to warto podnieść głowę do góry, spojrzeć przed siebie i powiedzieć: przecież ja też mogę być szczęśliwa! Pozdrawiam Cię serdecznie i spokojnego roku życzę.... Pełnego spełnienia marzeń, wzruszeń i zrozumienia dla innych...
    Zostawiam namiary do mnie magadalena88.blog.interia.pl bo chyba się tylko podpisałam...

    Ależ ja lubię tutaj zaglądać :* :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Magda i ja Cię pozdrawiam i życzę Ci pięknego przyszłego roku :) owocnego w radości i spełnienia :)

      Usuń
  27. Jak byłam bardzo młoda uwielbiałam być sama...zadawałam sobie pytania, pisałam listy, próbowałam zrozumieć siebie i świat. Początek mojej drogi w dorosłość to pasmo sukcesów, wierzyłam w siebie, czułam że świat należy do mnie. Teraz- z perspektywy czasu trudno mi zrozumieć jak to się stało że jeden człowiek mógł mnie złamać- szef, którego nienawidziłam i nie szanowałam. Zwolniłam się, a później jego zwolnili (za mobbing). Strach przed pracą w grupie pozostał, teraz wydaje mi się że muszę myśleć o czymś co da mi satysfakcje i pozwoli odzyskać wiarę w siebie!Jestem na dobrej drodze- zaczęłam od pisania bloga;)
    http://mroznytrojwymiar.blogspot.com/
    Ps. piękne zdjęcia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Monika to ja kciuki trzymam jak najmocniej umiem! i życzę Ci spełnienia postanowień i marzeń w nowym roku :)

      Usuń
  28. Trochę mi czasu zajęło to, by się nauczyć tego i wcielić w życie:)
    Dziś mówię, że szczęśliwą kobietą jestem i potrafię szczęście odnaleźć we wszystkim i uczę tego wszystkich dookoła - da się, zgadzam się z Tobą w 100%.

    Radości i zdrowia życzę na każdy dzień Nowego Roku ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję kaan :)) I Tobie oczywiście też! :)

      Usuń
  29. Witam Cię Iwonko. Już w nowym roku, ale w czasie, gdy cały on jeszcze przed nami . To takie fajne uczucie - jak stanie przed pustym kartonem zanim zrobimy pierwsze pociągnięcie pędzlem. Jest w nas wtedy i obawa i zastanowienie i przejęcie jakieś, ale ciekawość powoduje, że w końcu ten ruch wykonujemy i ....... zaczyna się zabawa. Z takim uczuciem zaczynam ten rok!!!! Z wielkim apetytem na super zabawę! A Tobie powiem tylko, że na ten wewnętrzny głos to trzeba uważać! Ja się przekonałam, że on zwodzi. Nie mówię, że nie słuchać. Chodzi mi o to, że trzeba go konfrontować z głosem z naszego otoczenia. Życie stawia na naszej drodze różnych ludzi po to, byśmy ich poznawali, darzyli zaufaniem i słuchali nie polegając tylko na tych wewnętrznych odpowiedziach. To my w końcu kierujemy naszym życiem - nie ten wewnętrzny głos i nie inni ludzie. Wierzę, że będziesz mądra, że dasz radę, że nie pozwolisz się zwieść. Nikomu! Tego Ci życzę. Tylko wtedy będziesz szczęśliwa i spełniona siedziała na starość w bujanym fotelu, a gromadka wnuków będzie radowała Twoje oczy i ...... serce! Wiesława.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj Wiesławo, ja to pierwsza dam się zwieść.. siarczyście ufna jestem.. łatwo mnie zrobić na szaro. To jest kolejna rzecz, której muszę się pilnie uczyć i w sobie kształtować :) A co do otoczenia to odpisałam na komentarz Anonimowy podpisany KN dokładnie o tym otoczeniu o którym Ty mówisz. Pozdrawiam :) i pięknego nowego roku życzę!

      Usuń
  30. Nie mam nic do dodania pod Twoim postem, Iwonko. Przeczytałam i wierzę w niego. Ja mam jeszcze trochę "do zwalczenia" w swoim życiu, ale jestem już na prostej. Zajęło mi to wiele lat, ale rzadko osiąga się to poczucie zgody ze sobą i potem "odbierania" jej konsekwencji mając lat naście czy 20-cia, niestety. Przynajmniej ja wtedy nie umiałam. Potrzeba mi było doświadczeń i jak piszesz - ciągłych pytań do samej siebie i udzielania na te pytania szczerych odpowiedzi. Jeszcze to nie jest tak na tip top, ale szarpanie się ze sobą mam... za sobą.

    Takie posty jak ten (gdzież tam długi! - można by było czytać i czytać) są NAM - Twoim odwiedzającym potrzebne. Zresztą - wystarczy zerknąć na komentarze. Więc pisz, pisz, i pisz. Niech Twoja pasja da natchnienie, odwagę i siłę do walki o swoje pasje wszystkim innym.


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Tylko, że takich postów to nie może być dużo bo w każdym musiałabym pisać to samo ;)) Ja też myślę, żę ogromnie rzadko zdarza się, że w wieku lat dwudziestu paru osiąga się ten wewnętrzny spokój. Choć pewnie tacy ludzie są.. ale człowiek dojrzewa do takiego stanu raczej już w dojrzałym wieku ;)

      Usuń
  31. To jest bardzo długi post... piękny post.. tak bardzo potrzebny nam wszystkim post...
    bo wiesz... ja nie dostałam w swoim życiu żadnych dobrych wzorców od moich rodziców, nikt nigdy nie rozmawiał ze mną o uczuciach, wiele osób decydowało o tym co i jak mam robić w moim życiu. i mam wrażenie, że moment kiedy trafiłam na Twój blog to cud... to miejsce pozwala mi samej się odkryć i "wychować", pozwala mi się uspokoić, spojrzeć na siebie i móc powiedzieć do własnego odbicia w lustrze "będziesz szczęśliwa. na pewno będziesz szczęśliwa.szczęście jest w Tobie tylko musisz postarać się do niego dokopać"
    The world doesn't work te way.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasia nie wiem co powiedzieć… ogromnie mnie ten komentarz wzruszył .. życzę Ci z całego serca dokopania się do samej siebie! i pozdrawiam Cię gorąco! :)

      Usuń
  32. W tym roku miało być u mnie bez postanowień noworocznych, bo i tak nigdy nie potrafiłam ich dotrzymać chyba dlatego, że nigdy nie były poważne... A tu masz przeczytałam ten post i co ? I co pstro.... tysiąc myśli w głowie, że to przecież o mnie napisane tak jakbym sama te słowa stworzyła. Praca była, ale od maja szukam idealnej oferty, idealnej tylko nie wiem dla kogo ? Czy poto, żeby pokazać teściowej i szwgierce jaka ja to mądra jestem, że w końcu potrafię być poważna i zorganizowana i taka idealna ze mnie żona, matka, synowa, szwagierka ? Już od 13 lat przy nich staram się być kimś kim nie jestem! Inaczej jest kiedy jestem w domu lub z moją siostrą wtedy jestem zakręcona, zwariowana, czuła...bo taka jestem. A bycie księgową, bo to zawód mojej szwagierki to męka dla mnie nienawidzę tej pracy i nie chcę już pracować w tym zawodzie teraz to wiem, że dosyć tańczyć jak nam grają, czas wziąść się za siebie i w miarę możliwości żyć tak jak nam serce szepcze. I to jest moje nowe postanowienie noworoczne od dziś i z całą mocą chcę je spełnić. Dziękuję Ci za to, że pomogłaś mi przejzec na oczy choć dziwne jest to, że moja cudowna siostra mówi mi o tym od dawna, to musiałam chyba przeczytać, żeby do mnie dotarło. Po raz drugi dziękuję Ci....przepraszam za chaos mojej wypowiedzi, poruszenie wzięłó górę :).POzdrawiam <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Agnieszka to ja kciuki trzymam mocno mocno :) czasem tak jest, że bliskie osoby mówią CI coś oczywistego ale trafia do Ciebie coś raptem.. ni stąd ni zowąd.. czasem tak po prostu jest. Dziękuję Ci za ujęcie mnie i tego posta w takie piękne rameczki Twojej wypowiedzi :)) i pozdrawiam :)

      Usuń
  33. Nie przegapilam, jestem nadal :) Ale nie ma co komentowac, w konca sama prawda, kazdy sobie rzepke skrobie, a jak to juz jego sprawa :) Na dodatek mialam dla Ciebie cos super przed Swiatami, ale ..... polecielismy do PL i .... nie udalo sie tego tam dostac, tak, ze przesle inaczej :)
    Pozdrawiam Edyta

    OdpowiedzUsuń
  34. Chcialam Ci kupic kalendarz, ale jak w zeszlym roku bylo ich zatrzesienie tak w tym ani jednego w sklepie, a na internecie mnie poinformowali, ze sprzedaz rusza dopiero po 6.01 ;( A kalendarz w sam raz dla Ciebie, moze znasz Tylkowskiego z Ilustris, maja super kalendarze scienne. I zawsze na poczatku wydawca pisze notke od siebie, w tym roku jest taka, co do Ciebie pasuje tak genialnie, ze chcialam sie z Toba tym podzielic, ale no niestety nie udalo mi sie nabyc go :( Mam zamiar Ci przeslac chociaz ten wstep, tylko przysiade i przepisze lub zrobie zdjecie. Zawalilam troche, ale sama nie wiedzialam, ze w tym roku taki przekaz jest, bo dopiero przed wyjazdem obejrzalam go dokladniej, jakbym wiedziala tobym juz w pazdzierniku hurtowo zamawiala :)
    Pozdrawiam Edyta

    OdpowiedzUsuń
  35. Dobre myślenie, swietnie przekazane. Pierwsze raz tu jestem. Ale mocno koresponduje z moim podejściem do źycia. Jak coś zapraszam do siebie. zonamarynarza.pl Będę tu zaglądać

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) dziękuję za zaproszenie, na pewno zajrzę ;)

      Usuń
  36. Zaczęłam się zastanawiać nad tym, że aby żyć zgodnie z samym sobą trzeba jeszcze wiedzieć jakim się jest i czego się chcę. No właśnie.. skąd wiedzieć czego chcę?
    Twój wpis trafił idealnie w to, czego potrzebowałam na ten czas.. A w przypadki to ja nie wierzę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też w przypadki nie wierzę… wiem że wszystko dzieje się po coś. Bardzo mi miło Cię tu gościć Mart :)

      Usuń
  37. Mega tekst :) uwielbiam takie teksty bo dają kopa do ruszenia z miejsca .... Po swojemu :)

    OdpowiedzUsuń
  38. Dobrze, że ten post został opublikowany. I znów cieszę się jak dziecko, że trafiłam tu, na tego bloga, do Pani. Tekst, który został przez Panią napisany bardzo mi pomógł. Dziękuje

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę i dziękuję :) Nie wiem ile masz lat.. ale ta "Pani" to mi nie leży ;) więc może Iwona?

      Usuń
  39. Dziś przeczytałam Twój wpis, Iwonko. Przyznam , że jestem pod wrażeniem.Pierwsze odczucie: Jaki ta dziewczyna ma talent literacki i umiejętność nazywania uczuć...Budzenia uczuć najróżniejszych u czytelnika też. Nie przesadzam, jako polonistka z długim doświadczeniem potrafię to docenić.
    "Piękne jest to, że możemy. Że mamy w sobie kopalnię wiedzy".Mnie akurat te słowa bardzo przypadły do gustu.Chyba to wiedziałam, ale nie byłam pewna. I prośba: Iwonko, pisz! To, co posiadasz jest darem, który nie każdemu się zdarza.Ty o tym wiesz, ale chwilami jakbyś nie dowierzała.Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy pozostawiony komentarz :)