18 lipca 2012

o wózku europejskim...



Wyjechałam z Polski, z jedynego kraju, który znałam… Z mieszkania, które znałam od podszewki i od podszewki je remontowałam. Zostawiając rodzinę, przyjaciół, ulubione księgarnie, kluby i ławki w parku. Zostawiając zapachy, mentalność naszą taką - polską.
Zapakowałam życie w 4 walizki. Zostały zdjęcia, filmy rodzinne, książki o życiu, pamiątki z wakacji. 
W 4 walizki nie da się wziąć wszystkiego. 
Zostały ważne miejsca i ludzie. Ważne spacery i ważne sprawy rozgrywające się beze mnie już..


Leciałam tym samolotem, w radości tego, co czeka mnie tam, we łzach tego, co zostać musiało. Analizując po drodze, czy ważniejszy był album ze ślubu czy zdjęcia z młodzieńczych lat.. 
Czego nie wzięłam ważnego? Czego ważnego zabraknie w tych 4 walizkach bez dna?
Przyjechałam. 
Otworzyłam oczy o poranku innym niż mój. Zęby umyłam inna pastą, prysznicem woda leciała inaczej pachnąca. Inne kanapki z serem, inny pomidor i inna kawa. 
A ludzie?? Ludzie to inni byli najbardziej. Otwarci na inne sprawy, inne marzenia w głowach, inne litości w sercu i słowa wypowiadane inaczej całkiem.
Przerażona byłam nowym. Zatęskniona na śmierć starym. 
Dziecku inne mleko musiałam podać i z innego mięsa wypiekać schabowe. Zakupy robić z dzieckiem śpiącym w europejskim wózku... nie mieszczącym się w amerykańskich sklepów drzwiach. 

Wybrałam zostać. Z wielu powodów. Cierpiałam. W pełni świadoma, że na własne życzenie. W pełni przekonana, że coś z tego wyniknie… kiedyś.
Zawieszona pomiędzy gdzieś. Bo ani tam to nie ja już, ani tutaj nie za bardzo jeszcze. 
W przestrzeni międzykontynentalnej utknęłam… udając, że super przecież jest. 
Aż zaczęło być. Któregoś dnia. Tak po prostu, któregoś dnia.  
Bo szczęście pozornie tylko zależy od tego wszystkiego. Od tego, co zawsze w naszym zamyśle. 
Od tego czego akurat nam brakuje. I że jak już to będziemy mieć… to na pewno szczęście się stanie. 
Tylko pozornie. 
Bo.
Samo się nigdy nie stanie. 


 biało - czerwone smolinosy :-) polskie bardzo takie 

i.w.

Wszystkie zdjęcia i treści zamieszczone na tym blogu są mojego autorstwa. Zgodnie z Dz.U. z 1994 r. Nr 24 poz.83 mam prawo do ich ochrony i nie wyrażam zgody na ich kopiowanie i rozpowszechnianie.


16 komentarzy:

  1. No nie stanie sie samo.. Szczescie to decyzja.
    Pieknie to napisalas. Sentymentalnie sie zrobilo mi bardziej niz bylo.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ta walizka na zdjeciu boska!!! A moje smolinosy ( pomaranczowe ) juz przekwitly ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Tak się zastanawiam, że to udawanie to świetny sposób na pokochanie, na zaakceptowanie, na pogodzenie się, na ukierunkowanie, na przekonanie wreszcie, że to MA SENS... O wszystkim decydujemy. Nawet o tym jak przeżywamy trudne chwile, odejścia bliskich, o tym jak się godzimy z niespodziewanymi zdarzeniami, to wszystko mieszka w NAS ;)
    Pięknie napisałaś!

    OdpowiedzUsuń
  4. dziękuję dziewczyny :-) cały świat to my. z siebie czerpiemy wszystko. i radość i złość. i każde jedno uczucie. i cała siła świata jest w nas. a my całe życie uczymy się odkrywać o tym prawdę. a im prawdy człowiek bliżej, tym bardziej w życiu spełniony :-) a smolinosy już dawno przekwitły, zdjęcie zrobiłam jak kwitły, do ramki, kawałek polski :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Fajnie to wszystko ujelas. Szczesciu trzeba pomagac!
    A w Ameryce spedzialam kilkakrotnie wakacje i wiele spraw w tym kraju mnie urzeka, fascynuje i wielu zazdroszcze (tak pozytywnie, rzecz jasna!). I bardzo lubie pewien sentymentalizm u Polakow (przynajmniej ci, ktorych znam, to maja): wysylam im szaliki bialo-czerwone i dla chrzesniaka body z napisem Polska, plyty z polska muzyka,babskie ksiazki polskich pisarek ;) , a brat ostatnio zamowil ksiazeczke z wierszykami Tuwima (uwielbiam!). I jestem dumna z tych ludzi. I Twoje smolinosy bialo-czerwone tez mnie jakos tak...o dume przyprawiaja :) Piekne!

    OdpowiedzUsuń
  6. A ja jestem też dumna. sama z siebie ;-) i z ludzi też. i z tego, że polska żyje w nas :-) że mocno siedzi gdzieś i będzie przekazywana z pokolenia na pokolenie na tej amerykańskiej ziemi tu ;-)

    OdpowiedzUsuń
  7. tak napisać chciałam kilka słów... ale im bardziej Was czytam moje Amerykanki tym bardziej myślę sobie... jak One to robią.. Zamieszczam jednego posta na tydzień. Inaczej się nie wyrabiam. żeby zrobić fotki, obrobić, skleić w całość, coś nabazgrać itd... Choć czasami tyle chciałabym napisać. Prędko, na chwilę, zeby myśl uwiecznić.. Na szczęście Wy piszecie więcej i ja karmić się moge tymi słowami i przed snem sprawdzam czy macie coś nowego.. tylko jest mi tak smutno, że takie kobiety, których nie ma już w XXI wieku nie mieszkają już w tym kraju... Kto dziś ma 3 czy 4 dzieci i jest spełniony, szczęśliwy, zadbany, z pomidorami w ogródku... Tylko Cholerny Ideał. Więc już przestańcie mi podnosić poprzeczkę :) XXXX

    OdpowiedzUsuń
  8. hahahaahah no dobre dobre ;-) do ideału to nam daleko... myślę, że Julitka nie obrazi się, że i w jej imieniu mówię ;-) każdy ma swoje lepsze i gorsze dni. A pomidory nie raz są okupione wkurzeniem, że tak dużo wody potrzebują a deszcz padać nie chce a ja muszę podlewać i sterczeć jak słup trzymając wąż.. a tam ucieka mi jakiś ulubiony serial ;-) i tak wszystkie nasze sprawy.. często w pośpiechu i niedbale wykonane.. czasem coś się nie udaje.. ale wiesz.. najważniejsze jest - PRÓBOWAĆ! I ja myślę, że to ty podnosisz moją poprzeczkę! A jeżeli obie tak myślimy - to chyba kosmos :-) kosmos w sensie, że wzajemnie podnosząc sobie poprzeczkę, daleko możemy w życiu dojść ;-)

    OdpowiedzUsuń
  9. Jaka to wielka siła. Siła internetu, słowa, siła ludzi.
    Kosmos to Wy już macie, choć może nie wiecie, bo jeśli nie to w takim razie gdzie ja jestem?... tak daleko mi do Was...
    Dzięki że mogę podpatrzeć choć trochę, choć troszkę się powzorować a przede wszystkim za to że pokazujecie jak można żyć. Jak można godzić i łączyć zajęcia i być spełnionym i szczęśliwym.
    Iwonko, właśnie marzą mi się pomidory, moje własne. Dla Lenki bo je uwielbia:)))

    OdpowiedzUsuń
  10. A ja myślę, że ci bliżej do nas, niż myślisz ;-) trochę w siebie wiary poproszę ;-)

    OdpowiedzUsuń
  11. Super się "Ciebie" czyta :)
    Pozdrawiam
    Monika

    OdpowiedzUsuń
  12. WYbory,decyzje,rozstrzygnięcia,poważne bo dotyczące spraw fundamentalnych i jakby ich nie obracac-zawsze obarczone i dobrym,i złym.Myślę,po przeczytaniu prawie wszystkich Twoich postów,że masz ogromne zdolnosci adaptacyjne,co bez wątpienia ułatwiło Ci zaaklimatyzowanie się w nowym kraju.Jestes praktyczna i myślę,ze zorganizowana .Ale ta nostalgiczna i wrażliwa częśc Ciebie zawsze będzie tęsknic,wspominac,zadawac pytania...Czyli właściwie wszystko w normie...Tylko,że wymykasz się z tych niby pozornie oczywistych ram i na tym tez zasadza się Twoja siła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No pięknie mnie rozszyfrowałaś.. jestem bardzo praktyczna, jestem zorganizowana do bólu.. jestem nostalgiczna i wrażliwa jednocześnie.. a zdolności adaptacyjne moje .. kiedyś ich w ogóle nie miałam .. płakałam w Ameryce jakiś rok.. a może i dwa.. nie było łatwo.. Ale człowiek się zmienia z biegiem lat.. i nabrałam nowych zdolności jakże mi potrzebnych :-) Dziękuję za znakomity komentarz :-)

      Usuń
  13. Wyjechałam z Polski wierząc, że będzie dobrze.
    Nie jest źle, a to już coś ;-)
    Pozdrowienia z UK

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy pozostawiony komentarz :)