30 września 2014

Babcia



O tym, co było i czego już nie będzie, myślę bardzo często. 
O moim dzieciństwie i szaleństwie w stogach siana. O tym jak miałam 6 lat i postanowiłam usmażyć u babci placki i prawie spaliłam jej dom. O tym jak z kuzynką przemierzałyśmy wieś w poszukiwaniu przeżyć, i zawsze, ale to zawsze mówiłyśmy tuż przed wyjściem stojąc przy drodze: idziemy na poszukiwanie przygód!
O domu moim rodzinnym. 
Przesuwaniu listów po sznurku z okna do okna.
O arbuzie, po którego trzeba było stać w kolejce dłuższej niż moje dzieci dziś są w stanie sobie wyobrazić.
O lodach za złotówkę.
O syfonie, który pół miasta piło z jednej szklanki.

I o tym co będzie, co przyniesie życie, myślę równie często.
DOM. Wkrótce zmieniamy dom. Jak to wszystko będzie...
Agrest. Czy zakwitnie w przyszłym roku? Czy jeszcze w tym domu, czy już w nowym?
Córka. Kiedy nauczy się chować buty do szafki? ... nigdy chyba już.
My. Czeka nas coś nowego? Gdzie będziemy, z czym i jak za 5 czy 10 lat?
Firma. Rozwinie się. Czuję to. 
Dzieci. Dzieci moje urosną. W inczach ich zdaniem a centymetrach moim. 

I jak pomyślę sobie, że można być w takim momencie życia, że człowiek zupełnie nie wie nic, to mi słabo aż.  
I że można bać się myśli. Myśli zwyczajnych, codziennych.. W ogóle bać się myśleć o czymkolwiek. I najchętniej chciałoby się zasnąć na jak najdłużej i obudzić się jak już wszystko będzie dobrze. 
Że przyszłość może wydawać się kolosalnym bezkresnym oceanem bez ani jednej przystani.
Że może być tak, że najzwyczajniej.... nie zdąży się zobaczyć kwiatów na przyszłorocznym agreście. 
Że chciałoby się wiedzieć, co z tą Ukrainą będzie, i nie wiadomo czy się tego doczeka. 
I że pierwszy raz w życiu, nie zastanawia się, czy zrobią nowy sezon "Mam talent".... bo ta wiedza nie ma żadnego znaczenia.. 
Bo nowy sezon życia jest potrzebny, by nowym sezonem "Mam talent" móc się przejmować.

I jak widzę łzy te wielkie i codzienne...
i potykam się co rano o kroplówkę,
i podaję sok z lodem (zawsze przez pomyłkę w kostkach zamiast kruszonym), 
i robię papki z mięsa, warzyw i ziemniaków,
i jak wychodząc z domu 8 razy upewniam się, czy telefon leży na stoliku tuż pod ręką...
to wtedy mam wrażenie, że wszystko wokół nas, tuż nad głową, pod stopami, za rogiem... mocno sprzyja... 
tylko może nie jesteśmy chorzy na tyle, by wiedzieć, z której strony to życie chwytać. I co tak naprawdę jest ważne.



................................................

Pierwsza łza,
druga,
trzydziesta piąta,
za każdym razem gdy wnuczka pojawia się w pokoju.
Gdy pokazuje ząb, który wypadł, albo tylko przemknie pozostawiając wiatr i rozproszone powietrze.
Pierwsza myśl,
druga,
.....
Komunia za dwa lata, wesele kiedyś, chrzciny może - a jeżeli - to ile dzieci będzie miała.... czy zdążę to wiedzieć...?

..................................................



Z każdą jej myślą, łzą i oddechem staję się bardziej świadomym człowiekiem. Mądrzejszym. Silniejszym. 
I coraz mi trudniej.

I coraz intensywniej i szybciej chcę pokazać moim dzieciom, że życie trzeba celebrować każdego jednego dnia. 
I że koniec końców nie ważne czy rozmowę telefoniczną odbierzemy z najnowszego modelu telefonu.
Że ważniejsze jest kto zadzwoni. Czy zadzwoni. Na jak długo. 
I czy będzie komu dopilnować, żeby ten telefon zawsze był w zasięgu dłoni. 

A potem wracam do obowiązków. Do przetartego mięsa z ziemniakami. Do wizyty u dentysty. Do banku. Po drodze dzieci ze szkoły. Do odrabiania lekcji. Do układania włosów. Do zamówienia nowej piżamy. Do myśli, jaką podłogę będę mieć w nowym domu. Wracam do zwykłości. I zapominam znów...
Aż do jutra. 
Gdy idąc z kuchni do pokoju, kolejny raz potykam się o kroplówkę.

Kroplówkę, którą sama podaję, wstrzykuję, przyciskam, dozuję, włączam i odłączam. Za każdym razem myśląc... że człowiek nawet by nie pomyślał, że kiedyś będzie takie rzeczy umiał. 
I przychodzi mi na myśl też, że plany na przyszłość są jedną z najprzyjemniejszych rzeczy na świecie. Myśli o tym co ja zrobię jutro, gdzie będę, co chcę zobaczyć w kinie, w przyszłym roku... jaką sukienkę nałożę na zbliżające się wesele.

Móc pozwolić sobie myśleć - przecież to aż śmiesznie brzmi, że to niby luksus. 


iwona wiśniewska

42 komentarze:

  1. Wzruszyłaś mnie - bo przechodziłam to samo, najpierw z moim tatem, potem tatem mężowym- i to już za mną, już oni na drugim brzegu, ale we mnie nadal głosy i uspokajanie się, i wspomnienia rurek, łóżek, niezbędności drugiej osoby, jej absolutnego cudu istnienia, który doceniałam za późno. I teraz kolejna jesień, bez nich, a ja pamiętam i hołubię te wspomnienia, jedne z najcenniejszych, jakie mam. To zmienia człowieka na zawsze. Pozdrawiam cieplo, bardzo serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  2. dreszcze przechodza jak sie czyta to, nie sposob sie nie wzruszyc…. Ile czasu nam zostalo 50 lat, 20 a moze 2… ktoz to wie.. I nie zastanawiamy sie nad tym dopoki nas samych nie dotknie przypadek smierci choroby kogos bliskiego, dopoki sami nie bedziemy przezywac tego… ja przezywam razem z Wami Iwonka, ilekroc pomysle, a mysle czesto...

    OdpowiedzUsuń
  3. Pięknie piszesz, nazywasz. Nie znam potykania się o kroplówkę. Moja Mama potyka się o nią, czuwając nad swoją Mamą. Niestety Babcia moja ukochana...hmmm...mam nadzieję, że niewielu chwil jest już świadoma. Modlimy się o Jej spokojne odejście, choć nie od nas zupełnie to zależy. Każdą chwilą cieszmy się. Z każdym.

    OdpowiedzUsuń
  4. Wzruszylam się, łzy stanęły..dziękuję.. Pozdrawiam cieplutko

    OdpowiedzUsuń
  5. Dokładnie 7 lat temu w sobotę, 29 września test ciążowy pokazał dwie kreski.... moja babcia byla wtedy w szpitalu, jak często w ostatnim okresie, ale tym razem na rutynowym zabiegu... chciałam wieczorem pojechac do niej z ta cudowna wiadomoscia ale ostatecznie postanowiłam poczekac do jutra... w niedzielę nad ranem zadzwonił telefon... stacjonarny... telefon którego długo nie odbierałam, bo wiedziałam juz co usłyszę... o 6.30 w niedzielę nikt nie dzwoni z dobra nowiną... spoźniłam się i to, że nie powiedziłam mojej babci, że zostanie prababcią tkwi we mnie do tej pory... niewiele w zyciu załuję, a tego chyba najbardziej... ale tez wiem juz, ze nie nalezy czekać - ze kocham, prezpraszma trzeba mówić od razu, nie rozstawać się w gniewie, nie czekać, że ktoś sie domysli... bo może braknąć czasu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Edyta, popłakałam się. Dziękuję Ci za Twoją mądrość... już nie pierwszy raz z resztą na tym blogu...

      Usuń
    2. Pięknie to napisałaś Edziu.

      Usuń
  6. czuję ścisk w gardle....twoje wpisy stawiają mnie do pionu gdy się zagubię w komercyjnej codzienności

    OdpowiedzUsuń
  7. z monitora pada światło na mają dłoń, jeszcze młoda ale już, ale w tym świetle już widać że nie raz prała, myła, że zmarzła bez rękawiczek nie raz. Ten spontaniczny post rozbił mnie na małe kawałki, kolejny raz zmusił do myślenia, ponad, głębiej. Wiesz Iwono nie mam słów, mam tylko w głowie moje myśli i łzy już dochodzą do gardła. całuje

    OdpowiedzUsuń
  8. dajEsz do myslenia az serce zal rozpiera... co zycie jest warte... co do nas dociera... nowu i-phone???? nowy i-pad czy inna nowa i-pierdola ktora tylko zabiera czas i priorytety..gdZie my dZisiaj jestesmy..
    co sie z nami dzieje..
    dlaczego rodzina jest gdzies dalej na weekend tylko nie na najblizsZy bo przecieZ juz zaplanowany... co nas gubi zycie czy pycha...czy chec przepychu, co i dlaczego tak barDZo odpycha od rzecZywistosci.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja uważam że można sobie mieć te iPhony, iPady i wszystko inne. I można się zachwycać nimi dlaczego by nie... tylko przy tym wszystkim, że nie zatracać życia. Żeby znaleźć równowagę. Starać się być realnie, poza tym, że online.

      Usuń
  9. Moja babcia często mówiła: nie odkładaj nic na jutro, bo jutro może nie nadejść, bo może wybuchnąć wojna, bo kosmici nas zaatakują, bo jutro to futro. Ważne jest to co dzieje się teraz, jutro możesz się nie obudzić ...
    moja babcia zasnęła w piątek, już się nie obudziła...

    OdpowiedzUsuń
  10. To jest chyba jeden z tych razów, kiedy to nie wiem, co powiedzieć czy też napisać... i nie dlatego, że nie mam nic do powiedzenia... Wręcz przeciwnie... Tym bardziej, że coraz częściej miewam dokładnie te same, co Ty - Iwuś - egzystencjalnych myśli. I te ciągłe, nurtujące pytania: "ile jeszcze jest mi dane?" i "Czy zdążę...?"

    OdpowiedzUsuń
  11. I się tylko zastanawiam. Jak można pisać PIĘKNIE aż tak...

    OdpowiedzUsuń
  12. Kiedy wiemy że już niedługo tu będziemy to nie zawsze jest możliwość aby coś zmienić lub naprawić . Twój post zmusza nas do myślenia i działania. Zyjmy jak należy . Mówmy że kochamy i nie pozwólmy aby śmierć zastała nas z niezakonczonymi sprawami . Przykro mi że choroba tak szybko postępuje . Modlę się za was . Pozdrawiam z Grajewa

    OdpowiedzUsuń
  13. Wiesz Iwonko? Mamy luksus myślenia ale nie decydowania.... Bo o rzeczach najważniejszych zadecyduje los....
    I nic z naszych pięknych planów .... Ja w ciagu kiku dni martwiłam sie już, gdzie postawie wózek a życie szybko zdecydowało inaczej..
    Ale na szczęście możemy marzyć ... I ja wierze , ze nawet kiedy już nie możemy myślec o przyszłości to możemy o niej marzyć i wierzyć w cud ....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dwa razy tak miałam... przytulam więc mocno...♥

      Usuń
    2. I jeszcze Ala - pięknie to ujęłaś z tymi marzeniami!

      Usuń
  14. luksus myślenia... co zrobię jutro, co będzie jutro to luksus każdego kto budzi się w kraju gdzie panuje pokój i to on nam póki co gwarantuje ten luksus, nie ważne jakiego typu, czy to są myśli radosne, wybiegające przyjemnie w przyszłość równie radosną, czy tylko myśli krótkie niekiedy smutne...niekiedy strapione codziennością nie zawsze różową, nie zawsze polukrowaną- tylko ta doskwierającą i niekiedy przesyconą strachem czy to o własne dziecko, czy o kogoś chorego czy o własny byt - ale dalej to luksus - gdy budzimy się w kraju w którym jest (s)pokój ;)
    uściski!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko wiesz Ula... co z tego, że u nas mamy i pokój i spokój... co z tego... jak nie wiesz czy jutro będziesz czy cię nie będzie.

      Usuń
    2. to tak na marginesie całości życia , poza tym wiadomo, że nie wiadomo czy się obudzimy nast dnia lub czy wrócimy do domu z - po pracy ... wiadomo, tego nikt nie przewidzi - ale to już jest tym co nam przeznaczone - natomiast wojna jakby zmienia dodatkowo to co nam przeznaczone - to w tym kontekście :)

      Usuń
  15. Pani Iwono,od jakiegoś czasu zaglądam na Pani bloga,czytam ,wzruszam się i często przywołuję ład w swoich myślach. Dziękuję.

    OdpowiedzUsuń
  16. Gdybyśmy tylko takie przemyślenia mogli w sobie zatrzymywać na dłużej i żyć z nimi na co dzień... Dlaczego te piękne i mądre myśli na drugi dzień znikają? Dlaczego mamy tak krótką pamięć i tak szybko o tym wszystkim zapominamy...? Dlaczego na następny dzień znowu zacznie się pogoń, walka z całym światem i samym sobą? Monika

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. człowiek jest istotą ułomną z natury - chyba właśnie dlatego - ale jeśli codziennie będziemy wracać do tekstu, który jest w stanie nas zmienić - to wreszcie zmieni - to jak z uczeniem się na pamięć - wreszcie wejdzie do głowy po kilku powtórzeniach ;)
      pozdrawiam:)

      Usuń
  17. Od czasu do czasu zaglądam tu do Pani bo lubię patrzeć na Pani śliczne córeczki-sama mam tylko jedną niestety... ale tak miało być ale nie o tym, 4 m-ce temu pożegnałam ukochanego Tatę... przy którym też odruchowo myłam, przebierałam, kroplówka, cewnik i tak jak Pani nie myślałam czy umiem, czy się wstydzę, czy chcę, czy poradzę-dałam radę, robiłam wszystko aby choć w najmniejszym stopniu zapewnić Mu jeszcze jakiś komfort życia/umierania?... i jestem z siebie dumna bo podołałam i nie mam żadnych wyrzutów sumienia w tym temacie...jestem z Panią myślami, to bardzo trudny czas dla każdego kto przez to przechodzi tym bardziej jak się miało cudowny kontakt z odchodzącą osobą i co za tym idzie również i wspomnienia :) a to coś czego nam nikt nie odbierze, przytulam mocno Monika

    OdpowiedzUsuń
  18. Za każdym razem jak czytam Twoje wpisy myślę, jak pięknie to robisz, jak w niezwykły sposób ubierasz myśli w słowa. I jak bardzo lubię Cię czytać.
    Wpis przypomniał mi moją Babcię. I to, że nie zdążyła poznać miłości mojego nastoletniego życia, która okazała się miłością na zawsze. On był wtedy w wojsku, przyjechał na przepustkę, Babcia była w szpitalu, czekała na operację. Jego zmęczenie nie pozwoliło nam jej odwiedzić, a następnego dnia... Ona nie poznała Jego, nie doczekała mojego ślubu, narodzin prawnuczki... Przypomniało mi się, jak chciałam przespać, wtedy sklasyfikowaną jako przewlekłą, chorobę mojej córki. Dziś już jesteśmy na prostej do wyzdrowienia, ale myśleć nie chcę, nie wybiegam w przyszłość...
    Mamy komfort myślenia, planowania, i choć nie zawsze wszystko dzieje się tak, jak byśmy tego chcieli, cenię ten komfort bardzo. Mego Fiołka uczę wolności w marzeniu, tego, że każdy kolejny dzień będzie wyjątkowy, bo My w nim będziemy. Siebie zresztą też uczę tego codziennie :) Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jagna... niewiele jest takich osób, które pamiętam z komentarzy... Ciebie... nie zależnie czy jesteś tu często czy rzadko.. pamiętam. Bo coś w twoich słowach i zdaniach zawsze jest. Coś dla mnie. Nad czym przychodzi mi pomyśleć. Dziękuję :)

      Usuń
  19. Pierwszy raz tu zaglądam i od razu trafiłam na tak wzruszający wpis.
    Rozumiem, co czujesz.
    Miesiąc temu odeszła na zawsze moja Mama. Wciąż mi bardzo ciężko i nie ma we mnie zgody na to odejście. Zwłaszcza, że jestem jedynaczką i tak naprawdę nikt nie odczuwa tej straty tak jak ja. Mama zawsze mieszkała ze mną i moja rodziną. Bardzo pomogła mi odchować córki. Ostanie lata były czasem "spłaty długów". Mama ciężko chorowała i wymagała coraz więcej opieki. W ostatnim czasie leżała, były pampersy, koncentrator tlenu, przecierane zupy, opatrywanie szpitalnych odleżyn. Ja sama w tym wszystkim padałam już na twarz, ale uwierz - wiele bym dała, żeby mieć znowu Mamę przy sobie.
    Jak powiedziała moja mądra koleżanka - jak umiera matka obojętnie ile mamy lat stajemy się sierotami.
    Pozdrawiam serdecznie i życzę siły.

    OdpowiedzUsuń
  20. Przypomniała mi się mama moja MAMA .....Tęsknie ale wiem ze dala mi wszystko czego potrzebuję teraz korzystam i dziękuje Jej każdym dniem Bozena

    OdpowiedzUsuń
  21. ...sily i odwagi zycze <3

    OdpowiedzUsuń
  22. Dwa lata temu zmarł mój tata,cały czas za nim tęsknię,oddałabym wszystko żeby był...piękny,wzruszający wpis...jak zwykle.Anna

    OdpowiedzUsuń
  23. Babci życzę zdrowia, Tobie wytrwałości i tylko pozytywnych myśli !
    Ps- a nowy dom na pewno urządzisz z wielkim smakiem i gustem ;)

    OdpowiedzUsuń
  24. Czytam Cię i jeszcze raz idę czytać...
    Kilka lat temu musiałam nauczyć sie robić zastrzyki, aby podawać wzmacniające zastrzyki mojej mamie, która była po chemii , z jeszcze wtedy czekała ją mastektomia... Kiedyś wydawało mi się niemożliwe, żebym ja robiła zastrzyki... A jednak. Wiemy o sobie tyle, na ile nas sprawdzono...
    Pozdrawiam z Płocka . Jola

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. te słowa Wisławy Szymborskiej dźwięczą mi w głowie od zawsze ... ogromnie mądre są i człowiek się o tym przekonuje co jakiś czas.. też pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  25. Śmierć i choroby to również część życia, mniej przyjemna, bolesna, a jednak jego nierozerwalna część...i szczęście, jeśli w takich chwilach, mamy przy sobie osoby, które kochamy i które tym uczuciem również darzą nas...

    OdpowiedzUsuń
  26. Mój tato zaczą chorować w styczniu dziś już go nie ma... niestety nie udało się. Straszna pustka, żal, rozdarcie serca, to czuję po jego stracie. Cęzko mi się z tym pogodzić, bo tak bardzo walczyliśmy my o niego, a on o siebie dla nas, przez cały czas choroby niedopuszczał nawet myśli, że zbliża się koniec. zawsze z uśmiechem i pewnością, że przecież wyzdrowieje, napewno. Tyle było planów, tyle niewypowiedzianych słów, które teraz już nie mają znaczenia. Bardzo mnie poruszył Twój wpis, bo rana w sercu świeża. Wiedz jednak, że trzymam za Was kciuki, szczerze z całych sił i modlę się by Wam się jednak udało!!!

    OdpowiedzUsuń
  27. wpadłam przypadkiem i...zostaję na dłużej :)
    wzruszył mnie Twój wpis...życzę z całego serca żeby wszystko się ułożyło
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  28. Kiedy moja ukochana babcia trafiła do szpitala wszystkie jej còrki były u niej a ona tylko się pytała Basia leci kiedy będzie moja mama doleciała wieczorem dzwoniła do mnie ja niestety nie mogłam z nią leciec I mòwi pòjde do niej jutro rano dziś juz tak pòżno nie wpuszczą ze sie boi jak ja zobaczy itd...Namawiałam prosze cię ona czeka nawet jak bedzie spać poczuje ze z nia jestes.Poszła posiedziała przy swojej mamie mojej babci.Mówiła ze jest trzymała za reke.I pojechała do mojego dziadka.Rano telefon do mnie ze babcia nie zyje .Mam zal do jej córek mojej mamy do siebie ze z nią nie byłam ze nikt z nią tej nocy nie był ze moze sie obudziła I była sama.Chociaz wiem ze rano jak sie obudzla to kobieta lezaca obok dala jej wody pozniej usnela I juz sie nie obudzila.Tak bardzo zaluje ze mnie tam nie bylo.

    OdpowiedzUsuń
  29. Wiele rzeczy które nam się w życiu przytrafiają nie myślelibyśmy że będziemy potrafić, będziemy w stanie zrobić. Ale potem bliscy nas potrzebują, życie nas wystawia na próbę i dajemy radę, znajdujemy w sobie ogromne pokłady energii, możemy nie spać nocami, pielęgnować, troszczyć się o kogoś. Najsmutniejsze to, że często to ostatnie chwile, wspólne, że potem bliska osoba znika, odchodzi, nie ma już sił walczyć. Najważniejsze tylko to, żeby czuć że zrobiliśmy wszystko, co w naszej mocy, żeby być blisko, trzymać za ręke, szeptać słowa pożegnania. Ściskam Cię mocno i dużo sił życzę kochana...Wzruszyłaś mnie bardzo tym postem i wiele chwil z przeszłości przypomniałaś..

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy pozostawiony komentarz :)