New York. Miasto żyjące wiecznie. Pomieszanie dnia i nocy. Taniec świateł i powietrze specyficzne w zapachu. Takie z amerykańskim "humidem". Niby ciężkie i klejąco- wilgotne.. jednak ja czuję się tam lekko.
Wolność. Tak zdecydowanie jestem wolna w NYC.
Ludzie są wolni. Każdy idzie po swojemu. Śmieje się po swojemu. Wygląda mocno po swojemu. A nikt nie jest zdziwiony. W zasadzie niczym zdziwiony nie jest. Ja nie wiem czy to dobrze, czy może nie. Ale napewno dzięki temu czuć tę wolność w powietrzu.
Nie chciałam tam mieszkać - za głośno, za gwarno, za szybko jak dla mnie. Za mało przystanków codziennych na pomyślenie o rzeczach ważnych i tych błahych. Za dużo stania w korkach i upychania samochodu na parkingach. Mój mąż tęskni czasem. Coś w sobie ma to miasto. Przyciąga. Nawet jak lubi się je średnio ;-)

Czytaj dalej...
